okolice Trójmiasta, Wszystko

Wy nie wiecie, a ja wiem, jak rozmawiać trzeba z psem

Nasze dzieci wróciły z Warszawy, z „Wyprawy z Chrzestnymi”. W związku z tym od kilkunastu godzin słuchamy nieustannie o Witoldzie Modelskim, historii wozu bojowego Kubuś i o tym, jaki super jest Liberator. Nie wspominając już o odkryciach z Centrum Nauki Kopernik. Wczesnym przedpołudniem następuje absolutna konieczność wywołania innego tematu, który dzieci zafrapuje i odciągnie ich myśli od Powstania Warszawskiego. Inaczej zwariujemy.

Na pytanie, co będziemy dziś robić, dostajemy zgodną odpowiedź: siedzieć w domu i się bawić. Wiemy, co to oznacza: wspólne czytanie książki „Powstanie Warszawskie. Historia dla najmłodszych”. Wyciągamy asa z rękawa:

-A może pójdziemy na spacer z psem?

Dzieciaki zatyka absolutnie. Jak wszystkie osoby małoletnie marzą o wędrowaniu z przyjacielem na smyczy, choć raczej nie mają pomysłów na posiadanie czworonoga w domu. Są ubrani w ciągu 3 sekund.

Dla dzieciaków to akcja całkowicie spontaniczna, ale oczywiście nie chcąc narazić ich na rozczarowanie, wszystko mamy zawczasu sprawdzone.z psami z Ciapkowa

Schronisko dla zwierząt wychodzi naprzeciw osobom, które zwierzaka mieć nie chcą lub nie mogą i umożliwia im (między innymi ) wyprowadzanie psów. Spisujemy umowę wolontariacką, odbywamy krótkie przeszkolenie i wybieramy psy. Tzn. prosimy o wybranie nam, bo jakoś niespecjalnie pewnie czujemy się po raz pierwszy.

Większy, Bałwan, od razu ciągnie Bartka na przebieżkę (wieczorami będzie leczył zakwasy od biegania). Mniejszy, Gniewko okazuje się w sam raz dla dzieci. Spokojnie kroczy przodem, dając im złudzenie, że to oni go wyprowadzają, a nie odwrotnie 🙂z psami z Ciapkowa

Mali powstańcy schodzą na boczne tory, dzieciaki puchną z dumy, a my wiemy, że podarowaliśmy kawałek czasu i siebie komuś, kto tego właśnie potrzebuje. Nowe słowo- wolontariusz- wpisujemy do słownika.