Długi weekend majowy. Przedsmak wakacji. Kilka wiosennych dni na złapanie głębszego oddechu. W końcu można ruszyć gdzieś nieco dalej od domu nie na wariackich papierach. W ogóle wolałabym, zamiast dwumiesięcznych wakacji, system wolnego tygodnia raz na sześć tygodni, ale póki co, korzystamy z tego, co mamy.
Tym razem łączymy dwa miłe miejsca tuż za naszą zachodnia granicą…
Kulturinsel Einsiedel – byliśmy tu już dwa lata temu (https://wnogi.home.blog/2017/06/02/kulturinsel-einsiedel-domki-na-drzewach-i-park-przygody/ ), ale chętnie wracamy. Tym razem nocujemy w domku Thora Alfonsa- dokera, w którego mieszkaniu czujemy się… jak na statku. Już samo spanie w domku, w którym nie ma chyba ani jednego kata prostego, ani jednego równego okna, kąpie się w drewnianej balii, a do łóżka wchodzi się po drabinie, jest przygodą samą w sobie!

Poza tym (no i niesamowitym śniadaniu), spędzamy kilka godzin na poznawaniu zakamarków parku. Najbardziej inspirują nas:
- ogromna huśtawka, bez żadnych ograniczników. Można się na niej rozbujać do wysokości kilku metrów. Na żadnym placu zabaw nie widzieliśmy takiej.


* wieloosobowe bujaki. Cztery, pięć, sześć osób bujających się naraz? – nie ma problemu. Można się maksymalnie przytulać, ślizgać, przetaczać i spychać. Normalnie rodzicielstwo bliskości nie tylko dla niemowląt.


- podziemne tunele i przejścia. Ze względu na całkowitą ciemność tam panującą marnie z fotografiami, ale użycie betonowych rur, łańcuchów, kilkumetrowych studni do budowy krainy zabaw dla dzieci fascynuje nas cały czas. Kto za mały, kto się boi- zostaje na zewnątrz. Znane nam place zabaw są do bólu bezpieczne, plastikowo-piankowe, dla maluszków atrakcyjne, ale młodzież nie ma tam czego szukać. Tu spotykamy całe grupy nastolatków, z czołówkami na głowach, bawiących się, ile wlezie.




- druciane tunele wysoko w koronach drzew, mostki miedzy drzewami, wysokie drabiny bez poręczy. U nas place zabaw ograniczają się maksymalnie do dwóch metrów wysokości. Tutaj- na tym poziomie dopiero zaczyna się zabawa!




Mimo że niedużo zmieniło się tu od naszego poprzedniego pobytu, bawimy się świetnie. To nie jest miejsce, gdzie rodzice odpoczywają, a dzieci grzecznie bawią się nie przeszkadzając dorosłym (choć pewnie i w takiej konfiguracji można się odnaleźć). Tu wyciąga się z zamknięcia swoje wewnętrzne dziecko i bez kompleksów i zahamowań szale wspólnie. Zacieśniając więzy.

Wybawieni maksymalnie odwiedzamy drugą atrakcję turystyczną, położoną całkiem niedaleko- Tropikalną Wyspę. Od dobrych kilku lat się tam wybieraliśmy, ale zawsze było za daleko i za drogo. W końcu, w ostatniej chwili (Tadzio w listopadzie skończy 15 lat i według cennika stanie się dorosły) udaje się i oto jesteśmy.
Na temat samego aqaparku nie ma co się rozpisywać, bo wszystkie informacje można znaleźć bez trudu. Loty balonem sobie odpuszczamy, nie korzystamy również z gry w mini golfa ani nie przesiadujemy godzinami w kafejkach. Za to niemal cały czas spędzamy w wodzie:
- ze zjeżdżalni urzeka nas najbardziej ta z pontonami- szybka, ale bez przesady. Co ważne, na dole każdy grzecznie oddaje kolejnej osobie trzymany przez siebie ponton. Przy najmniejszym problemie podchodzi ratownik i z iście niemiecką precyzją ustawia wszystkich równiusieńko.

- większość czasu spędzamy na dworze- niewielka zjeżdżalnia, z której zjeżdżać można na milion sposobów i rewelacyjna dzika rzeka trzymają nas dobre trzy godziny. I właściwie chętnie posiedzielibyśmy dłużej.


główny basen najprzyjemniejszy jest późnym wieczorem, przepięknie podświetlony oraz do południa, kiedy jest jeszcze mało osób, a dużo miejsca. Koło szesnastej nawet nie patrzcie w tamtą stronę.

Gdy robi się tłoczno, ruszamy do strefy saun, gdzie jest dużo zaciszniej. Dla dzieci jest to pierwsza wizyta. Najpierw trochę wstydu i niepewności, ale po pobycie w kilku rodzajach każdy ma swoją ulubioną. Dziewczyny najbardziej pokochały balię z lodowatą wodą 🙂
Śpimy na miejscu obawiając się trochę zaduchu i hałasu. Jednego i drugiego nie doświadczamy w ogóle. Pewnie w namiotach są to problemy, ale w pokojach- rewelacja. Śniadanie do tanich nie należy, ale tak wielkiego wyboru pysznych dań chyba jeszcze nigdy nie widzieliśmy. Starcza do kolacji 🙂
Podobno kończy się budowa Park of Poland- wtedy będzie bliżej. A może i nawet taniej?…




























































































