góry, narty, Wszystko

Zakopane zimą 2017

 

Nawet się nie spostrzegliśmy, kiedy przybyła całkiem nieoczekiwanie. Miało jej w tym roku nie być (tak przynajmniej zapowiadały wszystkie strony z prognozami pogody). Zima. Święta jak zwykle szaro-bure, ale w styczniu Pomorze przykryło się puchową kołderką. Ferie mamy w tym roku jako pierwsze województwo, więc już w połowie stycznia wsiadamy do pociągu i , po raz pierwszy w śniegu, ruszamy na drugi koniec Polski- do Zakopanego.

 

Tym razem przed rozpoczęciem sześciodniowego kursu pod kątem instruktorów mamy pięć dni na poznawanie okolicznych stoków narciarskich. Lubimy Tatry, bo w odległości pół godziny mamy do wyboru tyle stoków, ze każdego dnia możemy jeździć na innym. Tym razem prócz opisanej już na blogu Szymoszkowej odwiedzamy:

 

Małe Ciche– idealne na początek, na „rozprostowanie kości” i przypomnienie sobie umiejętności z zeszłego roku. Dwa wyciągi krzesełkowe niestety nie dają rady z tłumem chętnych (może dlatego, że jesteśmy tam w niedzielę- łudźmy się, że w środku tygodnia jest luźniej). Wszyscy pchają się jednak do nowoczesnego, dłuższego i szybszego. My wybieramy wolniejszy i starszy, dzięki czemu udaje nam się jednak więcej jeździć niż stać w kolejkach. Niespecjalnie polecamy już jeżdżącym ze względu na tłumy oraz mnóstwo ludzi, którzy stawiają na nartach pierwsze kroki i mocno utrudniają jazdę bardziej zaawansowanym.

IMG_20170122_110614

 

Suche Ski z kolei okazało się strzałem w dziesiątkę. Nie jest to ośla łączka, ale też , z wyjątkiem jednej trasy, nie bardzo trudny stok. Z boku- snowpark- ulubione miejsce Tadzia, bo cóż może być przyjemniejszego od jazdy po hopkach. Na dole knajpka z możliwością zjedzenia obiadu. No i całodniowe skipasy na gruponie w okazyjnej cenie, z czego skorzystaliśmy i nie żałujemy. A przede wszystkim- naprawdę niewiele osob- z wyjątkiem jednej godziny w ciągu dnia nie staliśmy w kolejce do wyciągu.

 

Kasprowy Wierch– po raz pierwszy byliśmy na nartach dwa lata temu, ale tylko „na jeden zjazd” i od tej pory marzyło nam się więcej. Rok temu przez cały styczeń w ogóle nie było warunków do otwarcia stoku, ale teraz w końcu się udało. To, oczywiście, góra dla już umiejących jeździć całkiem dobrze. Ale tak naprawdę, to przede wszystkim warunkiem jest wiara w siebie i mocna psychika. Nie mówimy oczywiście o stałych bywalcach alpejskich stoków. Natomiast jeśli ktoś – jak my- porusza się po niewielkich ośrodkach narciarskich, i nagle spojrzy ze szczytu na wielką przestrzeń i pierwsze sto metrów naprawdę stromizny, to może go złapać paraliżujący lęk (sprawdzone na miejscu). Jednak po pierwszym zjeździe jest już super. Wśród narciarzy trwają spory na temat wyższości Doliny Goryczkowej nad Gąsienicową i odwrotnie. Dla naszych dzieci hitem był slalom z pomiarem czasu na Gąsienicowej, ale i tak na pierwszym miejscu stoi wytrwale nartostrada z Goryczkowej. To tak urokliwa trasa, że najchętniej zjeżdżaliby tylko tam 🙂

Tym bardziej, że za każdym razem, gdy tu jesteśmy, jest niemal zupełnie pusto i zero jakichkolwiek kolejek do wyciągów. Chyba wszyscy narciarze siedzą już w Austrii czy innych Włoszech. Jak dla nas- niech siedzą jak najdłużej 🙂

 

IMG_20170120_144824

Harenda– stok dla bardziej zaawansowanych, chyba, że korzysta się z bocznego wyciągu orczykowego. Skoro jednak jest duża góra, to dlaczego korzystać tylko z jej połowy? Według nas idealna na wieczorne jeżdżenie (30 zł za 3 godziny szusowania), ale z odwiedzonych przez nas stoków najbardziej wymagająca.

 

Przetestowaliśmy wszystkie stoki w odległości 15 kilometrów od Zakopanego, więc szukamy i czegoś nie dla ciała, lecz umysłu. Centrum Edukacji Przyrodniczej Tatrzańskiego Parku Narodowego odwiedzaliśmy już wielokrotnie, ale w tym roku są nowości – a w czasie ferii zwiedzanie jest darmowe. Korzystamy z obu nowych możliwości:

projekcja filmu interaktywnego Przed wejściem każdy otrzymuje tablet, loguje się wprowadzając swoje dane i ogląda (film, nie tablet). Co jakiś czas jednak spogląda i na tablet, gdyż tam właśnie może przyjrzeć się wnętrzu jaskini lub sprawdzić, jak porusza się niedźwiedź. Są też quizy- kilka razy zaskakują nas pytania odnoszące się do filmu. Pomysł super, z dwoma zastrzeżeniami- liczy się nie tylko dobra odpowiedź, ale i czas jej udzielenia- co przy dzieciach powoli jeszcze czytających jest mocno stresujące. Po drugie- odpowiedzi na niektóre pytania nie są zawarte w przedstawianym filmie, tylko odwołują się do wiedzy widza. Ciężko zaś oczekiwać od ośmiolatka wiedzy na temat spadku temperatury wraz ze wzrostem wysokości npm… Nigdzie zaś nie znajdziemy informacji, iż film przeznaczony jest dla nastolatków i dorosłych. Z kolei pod koniec projekcji prosta gra, w której jako świstak uciekamy przed lisem i zjadamy roślinki: typowo dla maluchów. Przydałby się w tym jakiś porządek, ale tak czy owak warto skorzystać.

Sala odkryć to z kolei świetne miejsce dla każdego- małego i dużego. Należy zapisać się na zwiedzanie na stronie eeagrants.tpn.pl, ale od razu radzimy- na dwie godziny! My nie byliśmy tak mądrzy i z wielką niechęcią musieliśmy opuścić wystawę po godzinie. Na miejscu poznajemy zwierzęta i rośliny Tatr, szlaki turystyczne, geologię- a wszystko to w arcyciekawej formule. Nie będziemy zdradzać zbyt wiele, ale na pewno nikt nie będzie się nudził- to zaręczamy i z całego serca rekomendujemy!

 IMG_20170128_150933

IMG_20170128_150904

 

Prócz zwiedzania i szusowania jeden dzień przeznaczamy na piesze wędrówki. Pogoda piękna, wybieramy Ścieżkę nad Reglami. Latem żal nam na nią czasu, skoro jest tyle piękniejszych, a i bardziej wymagających szlaków, ale na zimowe warunki jest idealna. Wyruszamy z Kuźnic i najpierw zahaczamy o pustelnie Brata Alberta. Zwykle przechodząc tamtędy mammy przed sobą (lub też za sobą) cały dzień na nogach, więc nam nie po drodze. Tym razem czeka nas niedluga przechadzka, więc w końcu możemy tu zajrzeć. Oglądamy maleńki domek z kilkoma pamiątkami po bracie Albercie- skromniutko tu, ale czegóż by się można spodziewać po takiej osobie? Ciekawym rozwiązaniem są słuchawki z nagraną historią życia świętego. Miejsce położone tuż obok ruchliwego szlaku, a wchodzi się jakby w inny wymiar- cichy i zamyślenia. Nawet dzieci!

Tak czy siak czeka nas dalsza droga, więc żegnamy to miejsce i idziemy dalej. Tuż przed hotelem na Kalatówkach wchodzimy na czarny szlak. Po kilku minutach marszu pod górę dzieci zaczynają przymarudzać, bo przez narty odwykły już od chodzenia, a poza tym miało być przyjemnie, a nie pod górę. Wobec tego gdy tylko wychodzimy na górną polankę, zarządzamy odpoczynek. Śnieg mięciutki jak materac, słońce na bezchmurnym niebie- czegóż chcieć więcej? Zalegamy na dobre- aż ciężko uwierzyć, że to środek zimy. Dobrze, że dzisiaj mamy goreteksy i inne paskudztwa i leżenie na śniegu jest bardzo przyjemne. IMG_20170121_115523Nie będziemy tu jednak biwakować i czas schodzić. Mijamy kolejne urokliwe mostki, co chwilka odsłania się widok na Zakopane. Już teraz dzieci nie marudzą- widzą, że opłacało się trochę powspinać. Kiedy robi się bardziej z górki, wszyscy siadają na tyłkach i… jazda! Mijamy kolejnych dorosłych z jabłuszkami do zjeżdżania- wcale się nie wstydzą zabawy. Turyści idący pod górę w większości mają na butach nakładki z kolcami. Spotykamy oczywiście i takich „turystów”, co to przyjechali pod Krokiew „na skoki”, przy okazji wybrali się na szlak i teraz w miejskich butach próbują łapać równowagę- z różnym skutkiem. W końcu Doliną Białego schodzimy do miasta- wycieczka w sam raz na zimową eskapadę z dziećmi.

Tak oto po raz kolejny- siódmy chyba z rzędu- mamy zakopiańskie ferie. Co zadziwiające, każdego roku odkrywamy nowe miejsca i nowe dla nas możliwości. Ciekawe, dokąd udamy się w przyszłym roku 🙂 ?

 

góry, narty, Wszystko

Tatry – Nosal 2016

Zima w tym roku odwołana. W Gdyni śnieg widzimy dokładnie raz- zaczyna padać w czwartek, a w niedzielę zostają już tylko smętne resztki. Jest też tydzień mrozu- ale nie pokrywa się z terminem śniegowym. W górach tylko nieznacznie lepiej- co popada, to topnieje. Nie poddajemy się jednak i, jak co roku, ruszamy do Zakopanego.

Przed nami już niewiele czasu, dzieci wyrastają powoli z kursów szkoły narciarskiej „Strama”, a i odznak już więcej zdobytych niż tych pozostałych do zdobycia. Organizatorzy starają się jednak, by nikt się nie nudził- rezygnują ze slalomu giganta na koniec na rzecz ski crossu- na pewno ciekawszej formy zjazdu. IMG_3730_cr

IMG_3579_cr

Ponieważ śniegu jak na lekarstwo, więc chociaż na nartach mało śmigamy, bez problemu możemy za to zaliczyć wejście na Nosal. Ciężko to wejście nazwać zimowym, ale i tak jest przyjemnie. Po drodze udaje się obejrzeć powstałe 1,5 roku temu zakopiańskie lapidarium- gdzie pokazana jest w przystępny sposób budowa geologiczna Tatr.IMG_3711

IMG_3696

IMG_3638

IMG_3672_cr

Na koniec jeszcze wstępujemy do Muzeum Tatrzańskiego. Cieszymy się, że honorują w nim Kartę Dużej Rodziny i taniej kupimy bilety, okazuje się jednak, że w niedziele wszyscy wchodzą za darmo- choć informacji też na próżno szukać na stronie internetowej muzeum. Może się boją, że zbyt wiele osób zachęcą do przyjścia? W muzeum nic się nie zmieniło, choć liczyliśmy na jakąś ciekawą wystawę czasową, ale sala pełna zwierzaków zamieszkujących wszystkie piętra zawsze jest atrakcyjna.IMG_3971

IMG_3993

Ostatniego dnia wędrujemy jeszcze na Kalatówki, a po drodze odwiedzamy plenerową wystawę o Szkole Pracy Domowej Kobiet. Tę polecamy każdemu – małemu i dużemu. Dzieciaki z zachwytem czytają na przykład wypracowanie o składaniu bielizny- i to napisane na dwie strony! Kto nie czytał, niech spróbuje je sobie wyobrazić- albo napisać 🙂IMG_40371

góry, narty, Wszystko

Zakopane- pod Nosalem 2015

Pięć lat temu pojechaliśmy po raz pierwszy na narty. Dlaczego do Zakopanego- pisaliśmy na blogu już kilkukrotnie. Tam stawialiśmy pierwsze kroki na nartach (z wyjątkiem taty, który postawił je jakieś 25 lat temu). Potem co roku rozglądamy się myśląc o innych miejscach, gdzie byśmy mogli poszusować i… co roku lądujemy pod Nosalem!

Powiem więcej- dzięki Szkole Narciarskiej Strama, na której tygodniowe kursy jeździmy, żaden z tych pięciu wyjazdów nam się nie nudził. Zmienia się tylko jedno- zaczynaliśmy sami, a w tym roku zabrakło w jednym terminie miejsc w naszej kwaterze dla wszystkich znajomych rodzin, które wybierały się z nami 🙂Narty w Stramie

Kilka tygodni temu udało nam się wygrać w konkursie rodzinny wjazd na Kasprowy Wierch- co stanowiło ostateczną motywację do podjęcia wyzwania o nazwie” Zjazd z Kasprowego. Zastanawiamy się tylko nad sześcioletnią Tosią- z jednej strony technicznie da radę zjechać, z drugiej- nie chcemy podporządkowywać się tempu takiego malucha, a i nie bierzemy udziału w konkursie na najmłodsze dziecko, które…

Tosia zostaje więc w dolinach, a reszta rodziny podejmuje wyzwanie. Pogoda wymarzona- Zakopane przykryte puchową pierzyną chmur,  a my wygrzewamy się w słońcu pod błękitnym niebem. Oszołomione dzieciaki nie mogą uwierzyć, że szusują ponad chmurami. Tadzio od razu śmiga w dół ciesząc się rozwijaną prędkością, ale Jadzia niepewnie pyta: Mamo, dlaczego przywiozłaś tu ośmioletnie dziecko? Nie przypominam jej, że na moje napomknięte: „Może jednak za rok…” z rozpaczą w głosie zawołała: „Ale ja już wszystkim w klasie powiedziałam, że zjadę!”

No wiec- zjeżdżamy. Fotografie dedykujemy zaś tym, którzy dotychczas byli przekonani o tłumach na tatrzańskich trasach: Kasprowy Wierch

 

Kasprowy Wierch

 

Mimo że wyjazd mocno osadziliśmy w nurcie narciarsko- sportowym, udało się i wyjść na wycieczkę.
Ostatnio w jaskini Dziura byliśmy chyba trzy lata temu, więc sprawdzamy, co się zmieniło. Okazuje się, ze niewiele- tak samo cicho, spokojnie, a bajkowe krajobrazy rozpieszczają nas-
nieprzywykłych do pokrywy śnieżnej większej niż pomorskie 3 centymetry… Bezpośrednim impulsem do wycieczki jest konkurs fotograficzny Tadzia- próbuje więc uchwycić piękno zimowej przyrody:Dolina ku Dziurze

 

Jaskinia Dziura

 

Zahaczamy także o Gubałówkę. Nic nas nie obchodzi, że taka oklepana i zadeptana- ale na wszelki wypadek wybieramy się tam po zmroku. I proszę, jaka niespodzianka- czeka nas nie tylko wystawa rzeźb świetlnych, o której wiedzieliśmy, ale i pokaz teatru ognia, którego się nie spodziewaliśmy, ale tym bardziej nas ucieszył. Tosia stwierdziła, że „to był pokaz dla dorosłych”- ale zaręczam,  nie chodziło o nic z „tych rzeczy”. Rozumiemy jednak, że ciężko się ekscytować będąc przekonanym, że zaraz się spłonie lub wybuchnie… cóż, w dzieciństwie wszystko ma większą moc.

rzeźby świetlne na Gubałówce

 

pokaz teatru ognia

pokaz teatru ognia

 

Na koniec zaliczamy jeszcze nową atrakcję dla dzieci- lodowy zamek. Jeśli chcecie się bawić w Krainę Lodu- to idealne miejsce. Słowacy specjalnie dla nas budowali go przez miesiąc, więc z chęcią skorzystaliśmy.
Niezapomniane wrażenia!

zamek lodowy

 

Pakując się do pociągu zastanawiamy się, jak to możliwe, że ten tydzień tak krótki… Żeby tak ferie wydłużyć…

Tymczasem kto wie- może w przyszłym roku uda się pojechać gdzie indziej niż do Zakopanego? 🙂

zawody narciarskie

Jaskinia Dziura

góry, narty, Wszystko

Na nartach w Zakopanem

Ten wyjazd wymarzyliśmy sobie po zeszłorocznym pobycie w Zakopanem. Okazało się wtedy, że cała nasza piątka potrafi już przemieścić się na nartach z góry stoku na dół i pomyśleliśmy, jakby to było miło wyjechać wspólnie na rodzinne szusowanie…
I oto, po jesiennych miesiącach ciułania grosz do grosza: jedziemy! Szymoszkowa

Cel po raz kolejny ten sam- Zakopane.
Po pierwsze dlatego, że to jedna z nielicznych miejscowości, gdzie wysiadamy z pociągu wypoczęci po przespanej nocy i bez kilometrów w busach możemy od razu udać się na stok.
Po drugie- ze względu na fenomenalną szkółkę narciarska (o niej za chwilkę).
Po trzecie- bo dwa tygodnie tutaj kosztują nas tyle, co trzy dni w Austrii 🙂
W stolicy Tatr znamy już chyba wszystko, co warte jest zobaczenia. Z sentymentu wracamy tylko odwiedzić Makuszyńskiego, przy okazji mijając grób młodego Andrzeja Urbaniaka, kilka dni wcześniej po tragicznej śmierci pod Giewontem pochowanego na Pęksowym Brzysku. Zaglądamy też do Muzeum Przyrodniczego, gdzie odkrywamy kilka nowości i łapiemy się na projekcję filmów o Tatrach.

Przede wszystkim jednak- jeździmy.Tosia na nartach

Pierwszy tydzień – NOSAL
Szkoła narciarska Strama ma w nas stałych klientów już czwarty rok i nie żałujemy tego. Widzieliśmy kilka szkółek w akcji, w paru miejscach skorzystaliśmy i.. pozostajemy wierni Misiowi Stramusiowi. Przede wszystkim ma spójny system szkolenia. Sześć etapów, sześć odznak, wymagania do zdobycia każdej jasno sprecyzowane- wiadomo, na jakim etapie się jest i co jeszcze zostało do opanowania. Kurs trwa 6 dni, wystarczająco, by zdobyć nowe umiejętności, a że ten sam instruktor pracuje z jedną grupą, nie musi poznawać każdego dnia poziomu dzieci.
Ale każdy rodzic wie, co jest w tym wszystkim najbardziej wartościowe i warte każdych pieniędzy. Niekoniecznie kolejne, zdobyte umiejętności… Jadzia na nartach

Kiedy w tym roku Jadzia po zawodach na zakończenie kursu dwukrotnie stawała na najwyższym podium, z jej twarzy biło takie szczęście, że widać je było nawet przez mocno załzawione oczy rodziców … takich chwil nie da się kupić… za to na długo pozostają w sercu.

zabawy z Misiem Stramusiem

puchar! medal! dyplom!!Drugi tydzień – Kościelisko
Spod Nosala przenosimy się do Kościeliska, do opisywanego ju?? tu pensjonatu Reymontówka”. Tym razem pakiet feryjny obejmuje między innymi popołudniowe warsztaty budowania z Lego (nie trzeba zachwalać), spotkanie z GOPR-owcem (równie ekscytujące, co latem, trwające do północy) i warsztaty muzyczne. Mimo przedpołudniowych szaleństw na stokach udaje nam się znaleźć siły, by we wszystkim wziąć udział. warsztaty muzyczne

warsztaty z Łukaszem Wierciochem

A od rana jesteśmy w dwóch miejscach:
SZYMOSZKOWA spodobała nam się najbardziej.
Sześcioosobowe kanapy to dla większej rodziny duże ułatwienie. Odpada podstawowy powód walk i kłótni: kto będzie jechał z mamą, a kto z tatą? Jedziemy razem, a ponieważ jedzie się 6 minut, więc można pograć we wszystkie zabawy w wyrazy, sylaby, imiona, zagadki i co tam jeszcze przyjdzie do głowy. Stok o różnym nachyleniu, ponad kilometr, każdy znajduje swoje ulubione miejsce. O żadnej godzinie nie spotykamy kolejek do wyciągu. Z tym, że korzystamy jedynie z dużej kolei- na małej ludzi co niemiara właściwie od rana.

Do WITOWA udajemy się tylko jednego dnia.
Przede wszystkim ze względu na dojazd. O ile do Szymoszkowej bus jedzie co kilka, kilkanaście minut, o tyle w drugą stronę już tylko z przesiadką i to wcale nie skomunikowaną. Wyciąg czteroosobowy wymaga dużo większej wprawy przy wysiadaniu, co w wypadku dzieci jest nie bez znaczenia. Natomiast duży plus za plac zabaw- czyli górkę z pontonami do zjeżdżania (bezpłatnie) i mały stok z mini slalomem. Tosia (niestety) szybko go odkrywa i nie rusza się stamtąd już na krok 😦

Podczas jednego z wjazdów pan z obsługi krzyczy do nas wskazując na Tosię: a ile to dziecko ma lat?! Spanikowani sądzimy w pierwszej chwili, że może jest jakieś ograniczenie wiekowe przy korzystaniu z wyciągu. Odpowiadamy. – To po co ma karnet, jak za darmo może jeździć?? Tak oto dowiadujemy się, że dzieci do lat pięciu za wyciągi i na Szymoszkowej, i w Witowie nie płacą. Co na Polskich stokach nie jest często spotykane. ławeczka zbliżająca ludzi

No i tyle. Dwa tygodnie minęły za szybko. Wypoczęci psychicznie, zmaglowani fizycznie, wracamy do naszej pomorskiej rzeczywistości. Dokąd w przyszłym roku? Jakieś rady?

góry, narty, Wszystko

Zakopane

Jesteśmy w Zakopanem trzeci rok z rzędu. Tym razem jednak wyjazd jest wyjątkowy, bo: po pierwsze- całorodzinny ( Tosia w końcu dorosła do wieku i wzrostu narciarskiego, a Bartek zdobył urlop), a po drugie jedzie z nami Bosy ze Stasiem (jedyna chyba osoba, która nie narzekała na brak pieniędzy, tylko kupiła bilety i już). A więc:

Wysiadamy z pociągu wystarczająco rano, by mieć przed sobą cały dzień. Bagaże zabiera z peronu gospodarz, u którego będziemy mieszkać- i dzięki temu możemy od razu ruszać na szlak. Szlak niezbyt może karkołomny, bo do Doliny Kościeliskiej, ale w końcu nie możemy za wiele wymagać zimą od metrowej wysokości osób…W Kościeliskiej

Chwytamy zimę, ile można- w naszej poczciwej Gdyni tyle śniegu było po raz ostatnio w latach osiemdziesiątych. Gdzie okiem sięgnąć- biało, zamarznięty potok, ośnieżone drzewa- pięknie! To pierwsza wyprawa od dłuższego czasu, więc Tosia zaczyna marudzić, ale pobyt w schronisku na Ornaku dodaje jej sił, a droga powrotna to już bajka. Okazuje się, że co prawda wchodzi się łatwo, ale schodzenie bez raków jest praktycznie niemożliwe. Bez chwili wahania siadamy więc (jak i inni turyści) na tyłkach lub butach i mamy jedną z najdłuższych tras zjazdowych. Zima jest super!

Kościeliska

Koscieliska

Drugi dzień spędzamy również w dolinie- ale tym razem jesteśmy niemal jedynymi turystami. Dolina o wdzięcznej nazwie Ku Dziurze wita nas pustką i wąziutką ścieżką wydeptaną wzdłuż zamarzniętego potoku. Mimo że wejście do tytułowej jaskini jest równiutko przykryte wypolerowaną taflą lodu- wchodzimy wszyscy. Co poniektórzy przystają zaraz po kilku metrach, ale dzielniejsi wchodzą głębiej walcząc z własnymi lękami.

Jaskinia Dziura

Powrót po oblodzonym szlaku wygląda podobnie do wczorajszego- dzieciaki są zachwycone!

Dolina ku Dziurze

Po drodze eksplorujemy jeszcze plac zabaw nieopodal skoczni narciarskich- system drewnianych korytarzy podziemnych z kilkoma wejściami oraz wieżyczkami- pomysł banalny w swej prostocie, a jednak nigdzie go dotychczas nie spotkaliśmy.Plac zabaw


Po dwóch dniach chodzenia próbujemy zwolnić tempo. Na pierwszy ogień idzie Muzeum Misiów- otwarte w tym roku, jeszcze pachnie nowością. Dzieciaki szaleją, biegają od gabloty do gabloty i zachwycają się każdym drobiazgiem. My, dorośli, patrzymy bardziej przyziemnie – 40 złotych za wejście naszej rodziny do dwóch sal to trochę dużo- tym bardziej, że dziś w większym sklepie zabawkowym jest więcej do obejrzenia 🙂 Ale niechaj będzie- kolejne miejsce na trasie obejrzane- choć nie jest z kategorii tych, do których się wraca…

Muzeum Misiów

Muzeum Misiów

Czwarty dzień spędzamy w zakopiańskim aquaparku. Baseny to nasze słabe miejsce- nie możemy im się oprzeć, a często ustalamy trasę właśnie pod ich kątem. Zakopiański ma u nas wysoką ocenę ze względu na stosunkowo tani bilet rodzinny oraz za mądre usytuowanie suszarek do włosów (za kasami). O atrakcjach wodnych nie wspomnę, bo to się rozumie samo przez się- wypadanie ze zjeżdżalni do basenu zewnętrznego przy kilkustopniowym mrozie ma specyficzny urok.

Aqapark

Aqapark

Do końca wyjazdu czekamy na bezchmurną pogodę- nie doczekujemy się, więc rezygnujemy z Kasprowego na rzecz spaceru z Gubałówki na Mosorny Groń. Trasa wybitnie pod dzieci- zarówno wjazd kolejką, jak i zjazd wyciągiem krzesełkowym stanowią dla nich nie lada atrakcję i są wartością samą w sobie. Dobra, jak dorosną, to przejdziemy zimą Orlą Perć, a na razie dopasowujemy się do oczekiwań.

Ostatni dzień dostajemy od PKP w ramach gratisu , gdyż mimo 30-dniowego wyprzedzenia nie udało nam się dostać biletów na wcześniejszy pociąg. Wędrujemy wobec tego do schroniska na Kalatówkach planując po drodze przyszłoroczne szusowanie na Kasprowym, a potem zaglądamy do Muzeum Przyrodniczego TPN. Zmieniło się od zeszłego roku- jest sporo stanowisk do samodzielnych działań dla dzieci i dorosłych dzieci. Muzeum Przyrodnicze TPN

Można układać przyrodnicze puzzle, rozwiązywać zagadki, rozróżniać drzewa i zwierzęta. Zagadnięta pani opowiada historie pozyskania kolejnych eksponatów wypchanych zwierzaków. Uderza tylko jedno- wystawa ustawiona jest na pochyłym podeście- nawet nie zauważając raz po raz stawiamy na nim nogi- za każdym razem dostając burę od „pilnowaczy”. Ktoś tu nie pomyślał, stanowczo. Jesteśmy jednymi z ostatnich zwiedzaj??cych darmową wystawę- od marca wstęp będzie już płatny. A szkoda.

Muzeum Przyrodnicze TPN

Ale to wszystko przeżywamy dopiero popołudniami- przedpołudnia zajmują nam zajęcia w szkole narciarskiej Strama. Każdy próbuje sił na swoim poziomie. Obawy wobec Tosi jak zwykle okazują się wyimaginowane- mały krasnoludek zapalił się do nart od pierwszej lekcji i z niekłamanym żalem opuszczał stok.Tosia na nartach

Cała otoczka kursu- kolejne odznaki do zdobywania, przesympatyczny miś Stramuś szusujący z dzieciakami, kulig, dyplomy, upominki – przywiązuje dzieci coraz mocniej. Więc pewnie w przyszłym roku znowu tu przyjedziemy. Choć już chyba wszystko, co w zasięgu naszych możliwości, zobaczyliśmy- więc może bardziej na narty, a mniej na zwiedzanie?Miś Stramuś

Tadzio na nartach

Mama na nartach