góry, narty, Wszystko

Tatry – Nosal 2016

Zima w tym roku odwołana. W Gdyni śnieg widzimy dokładnie raz- zaczyna padać w czwartek, a w niedzielę zostają już tylko smętne resztki. Jest też tydzień mrozu- ale nie pokrywa się z terminem śniegowym. W górach tylko nieznacznie lepiej- co popada, to topnieje. Nie poddajemy się jednak i, jak co roku, ruszamy do Zakopanego.

Przed nami już niewiele czasu, dzieci wyrastają powoli z kursów szkoły narciarskiej „Strama”, a i odznak już więcej zdobytych niż tych pozostałych do zdobycia. Organizatorzy starają się jednak, by nikt się nie nudził- rezygnują ze slalomu giganta na koniec na rzecz ski crossu- na pewno ciekawszej formy zjazdu. IMG_3730_cr

IMG_3579_cr

Ponieważ śniegu jak na lekarstwo, więc chociaż na nartach mało śmigamy, bez problemu możemy za to zaliczyć wejście na Nosal. Ciężko to wejście nazwać zimowym, ale i tak jest przyjemnie. Po drodze udaje się obejrzeć powstałe 1,5 roku temu zakopiańskie lapidarium- gdzie pokazana jest w przystępny sposób budowa geologiczna Tatr.IMG_3711

IMG_3696

IMG_3638

IMG_3672_cr

Na koniec jeszcze wstępujemy do Muzeum Tatrzańskiego. Cieszymy się, że honorują w nim Kartę Dużej Rodziny i taniej kupimy bilety, okazuje się jednak, że w niedziele wszyscy wchodzą za darmo- choć informacji też na próżno szukać na stronie internetowej muzeum. Może się boją, że zbyt wiele osób zachęcą do przyjścia? W muzeum nic się nie zmieniło, choć liczyliśmy na jakąś ciekawą wystawę czasową, ale sala pełna zwierzaków zamieszkujących wszystkie piętra zawsze jest atrakcyjna.IMG_3971

IMG_3993

Ostatniego dnia wędrujemy jeszcze na Kalatówki, a po drodze odwiedzamy plenerową wystawę o Szkole Pracy Domowej Kobiet. Tę polecamy każdemu – małemu i dużemu. Dzieciaki z zachwytem czytają na przykład wypracowanie o składaniu bielizny- i to napisane na dwie strony! Kto nie czytał, niech spróbuje je sobie wyobrazić- albo napisać 🙂IMG_40371

góry, narty, Wszystko

Zakopane- pod Nosalem 2015

Pięć lat temu pojechaliśmy po raz pierwszy na narty. Dlaczego do Zakopanego- pisaliśmy na blogu już kilkukrotnie. Tam stawialiśmy pierwsze kroki na nartach (z wyjątkiem taty, który postawił je jakieś 25 lat temu). Potem co roku rozglądamy się myśląc o innych miejscach, gdzie byśmy mogli poszusować i… co roku lądujemy pod Nosalem!

Powiem więcej- dzięki Szkole Narciarskiej Strama, na której tygodniowe kursy jeździmy, żaden z tych pięciu wyjazdów nam się nie nudził. Zmienia się tylko jedno- zaczynaliśmy sami, a w tym roku zabrakło w jednym terminie miejsc w naszej kwaterze dla wszystkich znajomych rodzin, które wybierały się z nami 🙂Narty w Stramie

Kilka tygodni temu udało nam się wygrać w konkursie rodzinny wjazd na Kasprowy Wierch- co stanowiło ostateczną motywację do podjęcia wyzwania o nazwie” Zjazd z Kasprowego. Zastanawiamy się tylko nad sześcioletnią Tosią- z jednej strony technicznie da radę zjechać, z drugiej- nie chcemy podporządkowywać się tempu takiego malucha, a i nie bierzemy udziału w konkursie na najmłodsze dziecko, które…

Tosia zostaje więc w dolinach, a reszta rodziny podejmuje wyzwanie. Pogoda wymarzona- Zakopane przykryte puchową pierzyną chmur,  a my wygrzewamy się w słońcu pod błękitnym niebem. Oszołomione dzieciaki nie mogą uwierzyć, że szusują ponad chmurami. Tadzio od razu śmiga w dół ciesząc się rozwijaną prędkością, ale Jadzia niepewnie pyta: Mamo, dlaczego przywiozłaś tu ośmioletnie dziecko? Nie przypominam jej, że na moje napomknięte: „Może jednak za rok…” z rozpaczą w głosie zawołała: „Ale ja już wszystkim w klasie powiedziałam, że zjadę!”

No wiec- zjeżdżamy. Fotografie dedykujemy zaś tym, którzy dotychczas byli przekonani o tłumach na tatrzańskich trasach: Kasprowy Wierch

 

Kasprowy Wierch

 

Mimo że wyjazd mocno osadziliśmy w nurcie narciarsko- sportowym, udało się i wyjść na wycieczkę.
Ostatnio w jaskini Dziura byliśmy chyba trzy lata temu, więc sprawdzamy, co się zmieniło. Okazuje się, ze niewiele- tak samo cicho, spokojnie, a bajkowe krajobrazy rozpieszczają nas-
nieprzywykłych do pokrywy śnieżnej większej niż pomorskie 3 centymetry… Bezpośrednim impulsem do wycieczki jest konkurs fotograficzny Tadzia- próbuje więc uchwycić piękno zimowej przyrody:Dolina ku Dziurze

 

Jaskinia Dziura

 

Zahaczamy także o Gubałówkę. Nic nas nie obchodzi, że taka oklepana i zadeptana- ale na wszelki wypadek wybieramy się tam po zmroku. I proszę, jaka niespodzianka- czeka nas nie tylko wystawa rzeźb świetlnych, o której wiedzieliśmy, ale i pokaz teatru ognia, którego się nie spodziewaliśmy, ale tym bardziej nas ucieszył. Tosia stwierdziła, że „to był pokaz dla dorosłych”- ale zaręczam,  nie chodziło o nic z „tych rzeczy”. Rozumiemy jednak, że ciężko się ekscytować będąc przekonanym, że zaraz się spłonie lub wybuchnie… cóż, w dzieciństwie wszystko ma większą moc.

rzeźby świetlne na Gubałówce

 

pokaz teatru ognia

pokaz teatru ognia

 

Na koniec zaliczamy jeszcze nową atrakcję dla dzieci- lodowy zamek. Jeśli chcecie się bawić w Krainę Lodu- to idealne miejsce. Słowacy specjalnie dla nas budowali go przez miesiąc, więc z chęcią skorzystaliśmy.
Niezapomniane wrażenia!

zamek lodowy

 

Pakując się do pociągu zastanawiamy się, jak to możliwe, że ten tydzień tak krótki… Żeby tak ferie wydłużyć…

Tymczasem kto wie- może w przyszłym roku uda się pojechać gdzie indziej niż do Zakopanego? 🙂

zawody narciarskie

Jaskinia Dziura