Zima w tym roku odwołana. W Gdyni śnieg widzimy dokładnie raz- zaczyna padać w czwartek, a w niedzielę zostają już tylko smętne resztki. Jest też tydzień mrozu- ale nie pokrywa się z terminem śniegowym. W górach tylko nieznacznie lepiej- co popada, to topnieje. Nie poddajemy się jednak i, jak co roku, ruszamy do Zakopanego.
Przed nami już niewiele czasu, dzieci wyrastają powoli z kursów szkoły narciarskiej „Strama”, a i odznak już więcej zdobytych niż tych pozostałych do zdobycia. Organizatorzy starają się jednak, by nikt się nie nudził- rezygnują ze slalomu giganta na koniec na rzecz ski crossu- na pewno ciekawszej formy zjazdu. 

Ponieważ śniegu jak na lekarstwo, więc chociaż na nartach mało śmigamy, bez problemu możemy za to zaliczyć wejście na Nosal. Ciężko to wejście nazwać zimowym, ale i tak jest przyjemnie. Po drodze udaje się obejrzeć powstałe 1,5 roku temu zakopiańskie lapidarium- gdzie pokazana jest w przystępny sposób budowa geologiczna Tatr.



Na koniec jeszcze wstępujemy do Muzeum Tatrzańskiego. Cieszymy się, że honorują w nim Kartę Dużej Rodziny i taniej kupimy bilety, okazuje się jednak, że w niedziele wszyscy wchodzą za darmo- choć informacji też na próżno szukać na stronie internetowej muzeum. Może się boją, że zbyt wiele osób zachęcą do przyjścia? W muzeum nic się nie zmieniło, choć liczyliśmy na jakąś ciekawą wystawę czasową, ale sala pełna zwierzaków zamieszkujących wszystkie piętra zawsze jest atrakcyjna.

Ostatniego dnia wędrujemy jeszcze na Kalatówki, a po drodze odwiedzamy plenerową wystawę o Szkole Pracy Domowej Kobiet. Tę polecamy każdemu – małemu i dużemu. Dzieciaki z zachwytem czytają na przykład wypracowanie o składaniu bielizny- i to napisane na dwie strony! Kto nie czytał, niech spróbuje je sobie wyobrazić- albo napisać 🙂










