góry, narty, Wszystko

Zakopane

Jesteśmy w Zakopanem trzeci rok z rzędu. Tym razem jednak wyjazd jest wyjątkowy, bo: po pierwsze- całorodzinny ( Tosia w końcu dorosła do wieku i wzrostu narciarskiego, a Bartek zdobył urlop), a po drugie jedzie z nami Bosy ze Stasiem (jedyna chyba osoba, która nie narzekała na brak pieniędzy, tylko kupiła bilety i już). A więc:

Wysiadamy z pociągu wystarczająco rano, by mieć przed sobą cały dzień. Bagaże zabiera z peronu gospodarz, u którego będziemy mieszkać- i dzięki temu możemy od razu ruszać na szlak. Szlak niezbyt może karkołomny, bo do Doliny Kościeliskiej, ale w końcu nie możemy za wiele wymagać zimą od metrowej wysokości osób…W Kościeliskiej

Chwytamy zimę, ile można- w naszej poczciwej Gdyni tyle śniegu było po raz ostatnio w latach osiemdziesiątych. Gdzie okiem sięgnąć- biało, zamarznięty potok, ośnieżone drzewa- pięknie! To pierwsza wyprawa od dłuższego czasu, więc Tosia zaczyna marudzić, ale pobyt w schronisku na Ornaku dodaje jej sił, a droga powrotna to już bajka. Okazuje się, że co prawda wchodzi się łatwo, ale schodzenie bez raków jest praktycznie niemożliwe. Bez chwili wahania siadamy więc (jak i inni turyści) na tyłkach lub butach i mamy jedną z najdłuższych tras zjazdowych. Zima jest super!

Kościeliska

Koscieliska

Drugi dzień spędzamy również w dolinie- ale tym razem jesteśmy niemal jedynymi turystami. Dolina o wdzięcznej nazwie Ku Dziurze wita nas pustką i wąziutką ścieżką wydeptaną wzdłuż zamarzniętego potoku. Mimo że wejście do tytułowej jaskini jest równiutko przykryte wypolerowaną taflą lodu- wchodzimy wszyscy. Co poniektórzy przystają zaraz po kilku metrach, ale dzielniejsi wchodzą głębiej walcząc z własnymi lękami.

Jaskinia Dziura

Powrót po oblodzonym szlaku wygląda podobnie do wczorajszego- dzieciaki są zachwycone!

Dolina ku Dziurze

Po drodze eksplorujemy jeszcze plac zabaw nieopodal skoczni narciarskich- system drewnianych korytarzy podziemnych z kilkoma wejściami oraz wieżyczkami- pomysł banalny w swej prostocie, a jednak nigdzie go dotychczas nie spotkaliśmy.Plac zabaw


Po dwóch dniach chodzenia próbujemy zwolnić tempo. Na pierwszy ogień idzie Muzeum Misiów- otwarte w tym roku, jeszcze pachnie nowością. Dzieciaki szaleją, biegają od gabloty do gabloty i zachwycają się każdym drobiazgiem. My, dorośli, patrzymy bardziej przyziemnie – 40 złotych za wejście naszej rodziny do dwóch sal to trochę dużo- tym bardziej, że dziś w większym sklepie zabawkowym jest więcej do obejrzenia 🙂 Ale niechaj będzie- kolejne miejsce na trasie obejrzane- choć nie jest z kategorii tych, do których się wraca…

Muzeum Misiów

Muzeum Misiów

Czwarty dzień spędzamy w zakopiańskim aquaparku. Baseny to nasze słabe miejsce- nie możemy im się oprzeć, a często ustalamy trasę właśnie pod ich kątem. Zakopiański ma u nas wysoką ocenę ze względu na stosunkowo tani bilet rodzinny oraz za mądre usytuowanie suszarek do włosów (za kasami). O atrakcjach wodnych nie wspomnę, bo to się rozumie samo przez się- wypadanie ze zjeżdżalni do basenu zewnętrznego przy kilkustopniowym mrozie ma specyficzny urok.

Aqapark

Aqapark

Do końca wyjazdu czekamy na bezchmurną pogodę- nie doczekujemy się, więc rezygnujemy z Kasprowego na rzecz spaceru z Gubałówki na Mosorny Groń. Trasa wybitnie pod dzieci- zarówno wjazd kolejką, jak i zjazd wyciągiem krzesełkowym stanowią dla nich nie lada atrakcję i są wartością samą w sobie. Dobra, jak dorosną, to przejdziemy zimą Orlą Perć, a na razie dopasowujemy się do oczekiwań.

Ostatni dzień dostajemy od PKP w ramach gratisu , gdyż mimo 30-dniowego wyprzedzenia nie udało nam się dostać biletów na wcześniejszy pociąg. Wędrujemy wobec tego do schroniska na Kalatówkach planując po drodze przyszłoroczne szusowanie na Kasprowym, a potem zaglądamy do Muzeum Przyrodniczego TPN. Zmieniło się od zeszłego roku- jest sporo stanowisk do samodzielnych działań dla dzieci i dorosłych dzieci. Muzeum Przyrodnicze TPN

Można układać przyrodnicze puzzle, rozwiązywać zagadki, rozróżniać drzewa i zwierzęta. Zagadnięta pani opowiada historie pozyskania kolejnych eksponatów wypchanych zwierzaków. Uderza tylko jedno- wystawa ustawiona jest na pochyłym podeście- nawet nie zauważając raz po raz stawiamy na nim nogi- za każdym razem dostając burę od „pilnowaczy”. Ktoś tu nie pomyślał, stanowczo. Jesteśmy jednymi z ostatnich zwiedzaj??cych darmową wystawę- od marca wstęp będzie już płatny. A szkoda.

Muzeum Przyrodnicze TPN

Ale to wszystko przeżywamy dopiero popołudniami- przedpołudnia zajmują nam zajęcia w szkole narciarskiej Strama. Każdy próbuje sił na swoim poziomie. Obawy wobec Tosi jak zwykle okazują się wyimaginowane- mały krasnoludek zapalił się do nart od pierwszej lekcji i z niekłamanym żalem opuszczał stok.Tosia na nartach

Cała otoczka kursu- kolejne odznaki do zdobywania, przesympatyczny miś Stramuś szusujący z dzieciakami, kulig, dyplomy, upominki – przywiązuje dzieci coraz mocniej. Więc pewnie w przyszłym roku znowu tu przyjedziemy. Choć już chyba wszystko, co w zasięgu naszych możliwości, zobaczyliśmy- więc może bardziej na narty, a mniej na zwiedzanie?Miś Stramuś

Tadzio na nartach

Mama na nartach