Ostatni dzień naszej pomorskich wojaży. Niby z Gdyni do Szczecina nie tak znowu daleko, ale autostrad po drodze ani trochę i sama jazda samochodem zajmuje nam sześć godzin.
Wobec tego na pożegnanie wyznaczamy sobie do zwiedzenia dwa tylko, ale za to spore, elementy:
FORT GERHARDTA w Świnoujściu 
Wydawałoby się, że budowle militarno-obronne to domena mężczyzn i płeć piękna podczas zwiedzania może jedynie ziewać lub smętnie przysypiać. W tym miejscu jednak ta zasada nie obowiązuje.
Odgruzowany kilkanaście lat temu teren, jeden z czterech fortów twierdzy Świnoujście zyskał nowe życie dzięki grupie pasjonatów, którzy opiekują się nim i udostępniają do zwiedzania- jak sami twierdzą bez żadnych dotacji państwowych czy samorządowych.
Pewnie gdyby po forcie oprowadzał „pan przewodnik na etacie”, byłoby to jedno z wielu podobnych mu miejsc. Może to więc i szczęście, że takowego tutaj nie uświadczysz. Są za to ludzie, którzy wkładają dużo serca i zapału w to, by każdy gość na długo zapamiętał to miejsce.
Podchodzimy do wejścia. Z nas oraz kilkunastu innych chętnych zostaje utworzony pluton szkolny i nasz dowódca przez ponad godzinę serwuje nam podstawowe przeszkolenie wojskowe. Obok stacjonuje regiment kóz, z którym za chwile przyjdzie nam się zmierzyć (najboleśniej odczuje to Jadzia)- ale to za chwilę. Uczymy się więc musztry na wesoło, wykonujemy rozkazy, przechodzimy (uff.. pomyślnie) próbę ciemności i pająków, aby na koniec złożyć uroczystą przysięgę i uzyskać pierwszy historyczny stopień wojskowy. Po drodze, mimochodem właściwie, poznajemy funkcje kolejnych budowli i pomieszczeń, z punktu widokowego obserwujemy pierwotne położenie wszystkich elementów twierdzy, a w niewielkim muzeum oglądamy różne rodzaje używanej tu i w okolicy broni.
Może i nie poznaliśmy ze szczegółami calutkiej historii tego miejsca od czasów pruskich albo i wcześniejszych. Nie to jednak było naszym celem. Za to bawiliśmy się przednio nieco przenosząc się w czasie.
Taka żywa lekcja historii- bez przynudzania i smęcenia, za to z uśmiechem na twarzy i w funkcji rekruta. Polecamy na pewno, koniecznie i choć można iść na trasę samemu, z planem w ręku, to doradzamy absolutnie z przewodnikiem, gdyż to on tworzy atmosferę tego miejsca.






OGRODY TEMATYCZNE HORTULUS w Dobrzycy
to nasz drugi punkt programu. Rozbijamy go sobie na dwie jeszcze mniejsze cząstki- ogrody tematyczne i labirynt.
Całość kompleksu uzyskała w zeszłym roku wyróżnienie w konkursie na Najlepszy Produkt Turystyczny Roku i naszym zdaniem- całkowicie zasłużenie.
Same ogrody to nie kończący się świat roślin, barw i zapachów. Rośliny zgromadzone według kolorów, szemrzące strumyki, ustronne kąciki z ławeczkami- wszystko to sprawia, że na wiele godzin można zatracić się w oazie spokoju. No, może z trójką dzieci to spokoju raczej nikt nie zazna, ale oaza może być- np. sztuki. Dzieci wymyślają bowiem zabawę w żywe obrazy- dwoje zastyga w jakiejś intrygującej pozie- na ławeczce czy przy stoliku, a trzecie wymyśla historię, która właśnie się wydarza. Dziecięca wyobraźnia nie zna granic- najdroższe warsztaty kreatywności nie wydobyłyby takich pokładów możliwości twórczych…







Druga część ogrodów, czyli labirynt podoba nam się jeszcze bardziej. Centralne miejsce grabowych zarośli stanowi wieża widokowa. I całe szczęście- jak się całkiem niedługo okazuje. Ufni w nasze umiejętności pewnie wchodzimy w pierwsze wejście. Zasłaniamy dzieciom oczy i po kilku zakrętach porzucamy je na pastwę losu. Sami wędrujemy dla niepoznaki w odwrotną stronę. Po chwili słyszymy krzyki- dzieci znalazły wyjście. Ale, cholipka- my nie… Więc latorośle idą nas poszukać i wyprowadzić na wolność. Spotykamy się, ale… chyba już nie pamiętamy, którędy do wyjścia. Tak, po 20 minutach wiemy już na pewno, ze nie umiemy się wyplątać. Za każdym razem widzimy wieżę z innego boku- ale nic więcej z poszukiwań nie wynika. Zdesperowani, wołamy do pana stojącego na szczycie wieży: -Jak stad wyjść? – Ojeejjj… -stęka pan… trzeba w prawo, potem prosto.. nie, nie tutaj!… po kilkunastu chwilach udaje się! Teraz wiemy, do czego ta wieża…





Po dwóch godzinach pobytu płoszy nas deszcz. W przelocie oglądamy jeszcze kwiatowy zegar słoneczny, spoglądamy na odchodzące w różne strony alejki będąc pewnymi, ze spokojnie moglibyśmy posiedzieć tu dłużej.
Dobra zabawa absolutnie gwarantowana!
Zwiedzone miejsca:
za naszą rodzinę zapłaciliśmy 60 zł, można też kupić opcję łączoną ze zwiedzaniem Podziemnego Miasta w Świnoujściu
http://www.ogrody-labirynt.com.pl/
oraz http://www.hortulus.com.pl/
Najtaniej wychodzi bilet łączony do ogrodów tematycznych i labiryntu- zapłaciliśmy 111 zł za naszą piątkę.