Lipiec- czas harcerskich obozów.
Spania w namiocie, wieczornych ognisk, palenia w piecu, szumu sosen kołyszącego do snu. W tym roku także nieprzerwanej fali upałów, a co za tym idzie- całych dni spędzanych w wodzie. Wejście do jeziora nam nie sprzyjało- gęste trzciny, nawet mocno poprzycinane, stanowią mało atrakcyjne dno. Ale że harcerze są kreatywni, zaraz znalazł się na to pomysł- wielkie dętki samochodowe. Mięśni się od tego nie nabędzie, umiejętności pływackich również- ale zabawy co niemiara na długie godziny. A o to w gorące wakacje chodzi!

Oprócz tego co zwykle troszkę skorzystaliśmy z faktu, że stacjonowaliśmy nad jeziorem Strzeszyn, niedaleko od Bornego Sulinowa. Kiedy kilkanaście lat temu widzieliśmy to miasto-widmo tuż po opuszczeniu go przez wojska radzieckie, robiło naprawdę piorunujące wrażenie. Ale i dzisiaj, wycieczka poprzedzona wieczornymi opowieściami o historii miasta, na dzieciach robi wrażenie. Zostało jeszcze kilka opuszczonych domów, a obok tych odremontowanych ustawiono tablice pokazujące historię miejsc i budynków. Zdjęcia na nich trafiają do wyobraźni.


Szczególne miejsce to oczywiście cmentarz- nie tylko dzięki witającej nas tam pepeszy, ale przede wszystkim przez dziecięce groby, na których siedzą smętnie patrząc w dal pluszowe misie i inne przytulanki. Jako dziecko nienawidziłam cmentarzy- dziś moje dzieci mogą godzinami chodzić i snuć opowieści o leżących tam ludziach.


Okolice Bornego zmieniły swój wojskowy charakter, ale chyba na plus- zdecydowanym krokiem idą w stronę turystyki kajakowej i rowerowej. Tę drugą udało nam się trochę pooprawiać i było to przemiłe doświadczenie. Dobrze utrzymane i oznakowane trasy rowerowe ciągną się wśród przepięknych terenów. Podróż wśród lasów i jezior z natury jest przyjemna, ale szczególnie urzekły nas pola facelii- po prostu przepiękne! Ładniej może być tu tylko jesienią, gdy wokół wrzosowiska…
Może za rok lub dwa?

