To ciekawe, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu świat dziecka ograniczał się do trzepaka przed domem albo pobliskiego zagajnika, a dzisiaj możliwości są niemal nieograniczone. Co roku powstaje kilka coraz ciekawszych miejsc na turystycznej mapie Polski i aż ciężko za nimi nadążyć. O Farmie Iluzji słyszeliśmy już kilka razy i tylko szukaliśmy okazji. A o tę trudno, bo położona jest na południowy wschód od Warszawy. Ale tym razem wracamy z Puław, więc jest całkowicie po drodze.
Wiemy z internetowych opinii, że trzeba zaplanować na pobyt tutaj sporo czasu, dlatego jesteśmy przy wejściu równo z otwarciem. Przy kasach otrzymujemy mapę atrakcji, ale kiedy po ponad pięciu godzinach musimy park opuścić, aby dotrzeć do domu przed północą, wcale nie znamy wszystkich zakamarków. Do ciekawszych miejsc planowaliśmy wrócić za chwilę, ale ciekawość gnała nas w nowe rejony i… w końcu nie zdążamy.
Wniosek: pięć godzin to stanowczo za mało.
Siedem chyba też…

Co to właściwie takiego Farma Iluzji? Jej oficjalna nazwa- Park Edukacji i Rozrywki świetnie oddaje charakter miejsca. Elementy wesołego miasteczka, placu zabaw, muzeum – wszystko wzajemnie się przeplata. Trochę nauki, trochę zabawy, zabawa dla młodszych , frajda dla starszych.
Zresztą- zobaczcie sami nasz subiektywny przegląd atrakcji:
* latająca chata tajemnic, symbol Farmy, od razu wywołuje skojarzenia z filmem „Odlot”. Jeśli nie oglądaliście, to polecamy! W środku co prawda nie odlatujemy, ale wrażenie jest mocne. Nawet na dorosłych działa mocniej niż na dzieci. Wydaje ci się, ze stoisz prosto? Nic bardziej mylnego. Błędnik wariuje, próbujesz zachować pion, ale tu nic nie jest takie oczywiste, jakby się mogło wydawać…
* pokój Amesa to jedno z wielu tutaj miejsc, gdzie poznajemy różnego rodzaju złudzenia optyczne. W końcu skądś się wzięła nazwa Farma Iluzji….
* w labiryncie luster nie spodziewaliśmy się żadnych rewelacji, a jednak! Od razu za pierwszym zakrętem Jadzia wpada w ścianę będąc przekonana, ze tam właśnie znajduje się wyjście. Tosia obraca się wkoło, stwierdza, że wyjścia nie ma wcale i wczepia się w rękaw mamy. Bartek pstryka zdjęcia, potęgując zdezorientowanie… wydostanie się wcale nie było trywialne

* laserowa misja to trasa, którą trzeba pokonać jak najszybciej. Niby łatwe, ale w pokoju jest całkowicie ciemno, a w dodatku nie można dotknąć żadnego z laserowych promieni, zmieniających swoje miejsca. Trzy poziomy trudności gwarantują dobre dwadzieścia minut zabawy i pobijania rekordów trasy.


* karuzele- smak nigdy nieprzemijającego dzieciństwa. Dla maluszków i tych nieco starszych- żadnej nie odpuszczamy, bo przecież w każdym z nas jest troszkę dziecka.



* tajemnica opuszczonej kopalni- nie napiszę więcej, bo to tajemnica, ale uchylamy jej rąbka: z dzieci nie stchórzył tylko Tadzio (dziewczyny wymiękły i nadal nie wiedzą, co je ominęło), a mama naprawdę dała się nabrać 🙂
* strzelnice- strzelać można tu na wiele sposobów. Tata przypomina sobie młodzieńcze lata i próbuje sił w strzelaniu z wiatrówki. Jadzia uwielbia łucznictwo i bez problemu trafia w środek tarczy. Dla maluchów takich jak Tosia jest i strzelnica dopasowana do gabarytów strzelca- trafia w smoki.


* segway- to pojazd, na którym od dawna chcieliśmy się przejechać. Tu w końcu mamy możliwość, na wyznaczonym torze, z lekkimi wzniesieniami można sobie popróbować. Super zabawa, ale tylko dla tych, którzy ważą minimum 35 kilo.

* trampoliny – i inne dmuchańce, gdzie można, a nawet trzeba skakać, rzucać się, robić fikołki, wykopy i inne sprawy, których nie wolno w domu. Rodzice po kilku chwilach (wersja dzieci) albo godzinach (wersja dorosłych) siadają na ławkach i ciężko dyszą. Obok na ławce zasiada opiekunka grupy szkolnej doprowadzonej do skakalni i dobitnie wykrzykuje: – Dzieci, nie biegamy, chłopcy, nie wolno robić salt!!! Po cichutku łączymy się w bólu z dziećmi pozostającymi pod opieką pani….




* atrakcje wodne- kule, łódeczki, tratwy i wszystko, co unosi się na wodzie to zawsze nie lada gratka w ciepłe dni. W wyścigach łódek nikt nie dal rady wyprzedzić Tosi (rodzice nawet nie próbowali).
* grobowiec faraona to gratka dla Tadzia- miłośnika historii. Nie przewidział jednak końcowego spotkania z mumią….

To nie wszystkie atrakcje- ale chyba lepiej przeżyć samemu niż oglądać. Można na spokojnie: są miejsca do dłuższego zwiedzania, gdzie odbijemy swój cień albo poznamy możliwości animacji komputerowych, można szaleńczo: wisząc, bujając się, wspinając i skacząc. Można spacerując: w całym kompleksie roi się od tablic z ciekawostkami ze świata sztuki, przyrody i nauki.
Jak się nie da? Nie da się nudzić 🙂







