Na początku marca Słowiński Park Narodowy, a zaraz po nim mnóstwo internetowych portali opublikował zdjęcia i film przedstawiający las sprzed trzech tysięcy lat. A w zasadzie jego resztki- odsłonięte przez wiatr i morze wielkie pnie dębów. Cóż, nie byliśmy oryginalni i jak wielu innych, poddaliśmy się urokowi tego widoku.
Najpiękniejszy pralas znajduje się co prawda na terenie objętym ochroną ścisłą i na dotarcie tam potrzebowalibyśmy dobrych kilku godzin, ale podobne atrakcje można zobaczyć i bliżej. Korzystamy więc z tego bliżej i jedziemy do Łeby.
Byliśmy tu oczywiście nieraz, ale zawsze latem, wśród tłumu turystów tymczasem wczesną wiosną ta turystyczna perełka świeci pustkami. Na parkingu w Rąbce nikt nie pobiera opłat, nie płacimy również za wstęp do parku narodowego. 
Od razu po wejściu do lasu skręcamy czarnym szlakiem ku morzu. Mijamy kilku biegaczy i po kilkunastu minutach znajdujemy się na plaży. Aż po horyzont całkiem pustej, choć pogoda przyjemna- nie pada i nie jest zimno. Do martwego lasu jeszcze kawałek, więc na początek wypakowujemy latawiec. Tosia dostałą go na urodziny rok temu i tak leżał pod szafą czekając na lepsze czasy- czyli po prostu na okazję. O tę zaś ciągle jakoś by??o trudno, bo na plaży bywamy może raz w roku…
W końcu jednak łopoczą nad nami trzy sylwetki disneyowskich księżniczek i możemy iść na spacer. Jeśli komuś wydawałoby się, ze spacer pusta plażą jest nudny, to czym prędzej wyprowadzamy go z błędu. Kamyki, patyki, muszelki, błoto, morskie „kałuże”- dzieci nie nudzą się ani chwili. Wiatr mamy w plecy, więc jest idealnie. Po kilkudziesięciu minutach widzimy miejsce, którego szukamy. Ciężko uwierzyć, ze tu, gdzie stoimy, kiedyś rosła gęsta puszcza dębowa. Chociaż jesteśmy już po kilkukrotnej wizycie w Trzęsaczu, cały czas robi to wrażenie. 
Zasiadamy i robimy małą sesję zdjęciową, na czas której Tadzio mocuje latawiec do drzewa. Kiedy kończymy, latawiec macha nam już gęsto opleciony gałęziami… no cóż, Tadzio zapomniał zablokować linkę 🙂 Kolejne pół godziny spędzamy więc na ratowaniu księżniczek. Nauczka na przyszłość- nie przywiązuj latawca do drzewa 🙂



Jeszcze trochę spaceru plażą i widzimy oznaczone zejście do wyrzutni rakiet. Wchodzimy do lasu i powoli drepczemy z powrotem. Kończą się prace przy budowie drugiej alejki prowadzącej na wydmy, prawie gotowe są zadaszone wiaty turystyczne i platformy widokowe- chyba musimy wybrać się tu i latem- tym razem (znowu) poturlać się z Łąckiej góry.
Tymczasem jest tak cicho i spokojnie, że spotykamy samotną sarnę idącą powoli w stronę jeziora. Podpatrujemy chwilę, jeszcze tylko rzut oka na jezioro z wieży widokowej i wracamy. Trochę się łudzimy, że mimo przedsezonu uda nam się zjeść jakiś obiad, ale niestety- wszystkie bary i restauracje zamknięte na głucho.
Pewnie, jak wszystko tutaj, ruszą od 1. maja…