nad morzem, okolice Trójmiasta, Wszystko

Żuraw

W tym roku długi weekend listopadowy spędzamy w Trójmieście. Żadnych szalonych eskapad na drugi koniec Polski. Królują klocki Lego we wszystkich konfiguracjach, czytanie książek, szczytem aktywności są spacery ze schroniskowymi psami. Ale ile można? -Dziś się ruszamy 🙂

Na celownik bierzemy gdański Żuraw. Starsi już zdążyli zapomnieć, kiedy tam byli, najmłodsza Tosia w ogóle jeszcze nie miała okazji. Żuraw

Ceny wstępu są wybitnie rodzinne- dziewczyny wchodzą za darmo, Tadzia bilet to niebagatelny koszt- 1 zł 🙂 Najlepiej być jeszcze samotnym rodzicem, ale i dwa bilety normalne nie rujnują budżetu.

To już nasze kolejne spotkanie z Centralnym Muzeum Morskim i tak jak poprzednie przekonuje nas, że idzie ono w dobrym kierunku. Co prawda wciąż jeszcze na każdym piętrze lustruje nas wzrokiem niemy pracownik, ale poza tym jest ciekawie- obrotowe makiety, filmy, postacie kupców naturalnej wielkości, no i najważniejsze dla dzieci- zadania na komputerkach. Niektóre zbyt trudne (nawet my, rodzice nie bardzo możemy spamiętać, jakie towary wozi się do którego z miast hanzeatyckich), inne świetne nawet dla Tosi- jak choćby budowa statku. Przydałyby się tylko polecenia głosowe dla dzieci, które jeszcze nie potrafią czytać.

Tak czy inaczej wszyscy powroźnicy, szkutnicy i inni tacy to dla nas teraz pestka 🙂

Żuraw

Po godzinnym zwiedzaniu dopada nas głód. Dobrze, że na Długiej jest „Neptun”. Bary mleczne są naszą ulubioną formą stołowania się poza domem- 17 złotych wystarcza, by wszyscy zaspokoili pierwszy głód.Żuraw

W drodze powrotnej zahaczamy o sklep Intersport. Dzieciaki już jakiś czas temu spostrzegły ściankę wspinaczkową. Tym razem mamy ze sobą uprząż, więc korzystamy na całego. Szczególnie Tadzio- w garniturowych spodniach i eleganckiej koszuli gromadzi wokół siebie tłumek gapiów. Sport i elegancja w jednym 🙂

I tak oto mija listopadowa niedziela…na ściance wspinaczkowej