jeziora, Wszystko

Polnica

Lipiec, jak co roku, spędziliśmy na obozie. Tym razem w Polnicy, niedaleko Człuchowa.

Było jak co roku- czyli wakacyjnie. Pierwsze miejsce od lat zajmuje jezioro. Taki wspaniały czas, gdy kąpać się można od rana do nocy (i w nocy też). Gdy pogoda słabsza, to ciut krócej, gdy upały- można nie wychodzić z wody. Cieszymy się ,że dzieci kochają wodę, a w tym roku zdecydowanie było więcej prawdziwego pływania niż zabawy. Dodatkową atrakcją okazały się „skoki z brzozy”- nie każdy dorosły miał odwagę, ale starszaki postawiły sobie to za punkt honoru 🙂

Drugie miejsce dzierżą jagody. Tym razem dołączyły i maliny- byliśmy w wielkim, malinowym chruśniaku… na jagody

Trzecie to piec- w tym roku ciut opuszczony ze względu na bogate zbiory biblioteki w Polnicy. I wieczorne ogniska- o ile udało nam się wcześniej nie zasnąć …

Jednym słowem za nami trzy tygodnie wakacji pełną gębą. Odpoczynek, relaks, rekreacja i odskocznia od obowiązków- jakichkolwiek. I nabranie sił przed sierpniowym zdobywaniem Tatr!

skoki do wody

skoki do wody

jeziora, Wszystko

Obóz w Skoczkowie

Lipiec jak co roku- na obozie. Kiedyś harcerskim, teraz- ze względu na dzieci- raczej wypoczynkowym z elementami harcerskimi. Taki nietypowy układ: wysupłane wszystko, co wartościowe- całodzienne kąpiele w jeziorze, godziny spędzone przy obozowym piecu, wieczorne ogniska pełne niepowtarzalnego klimatu, a zarazem jeszcze nie czas na to, co męczące i nie zawsze przyjemne- niedospane noce, wieczne zbiórki czy pęcherze na nogach.skoki

Refleksje poobozowe na szybko:

Jadzia odkryła nieodparty urok pieca- nie policzę, ile godzin przy nim przesiedziała, ale puściła z dymem z tonę drewna. W pełni ją rozumiemy- to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc na obozie.

Tadzio zdobył tytuł mistrzowski w rąbaniu drewna- po raz pierwszy nie wbił sobie siekiery w żadną kończynę, a toporkiem posługuje się prawie, jakby się na wsi urodził. A ile ma z tego satysfakcji!Tadzio buduje

Obydwoje napływali się za wszystkie czasy- hitem okazały się skoki z pomostu.nad jezorem

Z ognisk najpóźniej wracała Jadzia- ciekawe to uczucie, gdy córka wraca do namiotu, gdy ja już śpię…

Tosia polubiła życie obozowe w całości i postanowiła dać sobie jeszcze czas na znalezienie ulubionych zajęć, a tymczasem ćwiczyła się w wysępianiu słodyczy od harcerek i w byciu noszoną na barana przez Krzysia.

Gdzie w tym wszystkim dzieci znajdują jeszcze czas na czytanie, doprawdy nie mam pojęcia, ale przeczytały po 13 książek. Okazuje się, że Makuszyński bawi do łez mimo upływu lat…

Korzyści z punktu widzenia rodzica:

Nawet najbardziej uzależnione od komputera dziecko (Tadzio) przechodzi terapię odwykową bez problemów. Czynności codzienne w domu niewykonywalne (dot. całej trójki) nabierają wartości- przyjemne stają się prace kuchenne, a zamiatanie namiotu przychodzi bez kłopotów. Nauka myślenia perspektywicznego zakończona sukcesem- „Chcecie zimą budyń z jagodami?- to je nazbierajcie!” Zapasy jagodowe mieszkają w zamrażarce.Tosia w kuchni

A ja… cóż, z roku na rok coraz bardziej upewniam się, że to, co najwartościowsze w obozach, to ludzie- gdzież te tygodnie spędzone z Jolą, Alą, Agnieszką, Marysią…. ? Tylko w pamięci- a może aż w pamięci?