Ostatnio na trzy tygodnie zawitała do nas zima, więc zwiedzaliśmy jedynie stoki narciarskie. Ale że wiodącą cecha pomorskich zim jest ich ulotność, więc już zdążyliśmy zapomnieć, jak wygląda śnieg.
Właściwie dobrze się stało, bo wyprawę do Bydgoszczy mieliśmy zaplanowaną od trzech miesięcy- tyle bowiem wcześniej należy kupować bilety do Opery.
Ale zacznijmy od początku- ten zaś to miejsce o nazwie tyleż długiej, co intrygującej: Muzeum mydła i historii brudu. Miejsce na mapie Bydgoszczy nowe , ale już teraz w ciągu miesiąca przyciąga 1,5 tysiąca zwiedzających- co jest chyba niezłą rekomendacją. 
Zaraz po tym, jak wpisujemy je naszą listę obowiązkową, okazuje się, że w niedziele zamknięte. Nie poddajemy się jednak łatwo i walczymy do końca. Warto- to przecież nie zapyziałe, „państwowe” miejsce, tylko ludzie z pasją- zatem zachowują się tak, jakby ich największym marzeniem było przyjęcie nas i
oczywiście zapraszają w niedzielę.

To nasz ulubiony rodzaj muzealnictwa- obowiązuje zasada: dotknij wszystkiego, co chcesz. Przez dwie godziny najpierw wędrujemy przez historię higieny w zarysie, poznajemy rozmaite urządzenia higieniczne, a na koniec każdy ma okazje stworzyć własne, niepowtarzalne mydło. Dziecięca fantazja nie zna granic, więc każdy wychodzi z małym dziełem sztuki. Estetyka i użyteczność w jednym 🙂
Po takim stężeniu wszelkich wonności i mieszaninie niezliczonych zapachów potrzebujemy powietrza. Rewitalizacja to słowo- klucz opisujące centrum miasta. Równiutkie, wąskie uliczki, alejki, trawniki, no i mostki- te uwiodły mnie najbardziej. Nazwa: Wenecja Bydgoska wiele tu mówi, ale aby docenić całość inwestycji, postanawiamy wrócić tu na wiosnę.
Dzieciaki, siedząc na czerwonym krześle z książki Andrzeja Maleszki mamroczą pod nosem życzenia (lepiej nie wiedzieć, jakie), wypijamy po filiżance czekolady w jednej z licznych knajpek i … już czas do Opery.

Repertuar wybrany ze względu na dzieci („Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków”) , ale dostarcza wrażeń wszystkim, bez względu na wiek. Balet ma tę zaletę, że wygląda pięknie bez względu na to, o czym opowiada. Scenografia mówiąc kolokwialnie powala na kolana, widok zapadni ukrywającej kopalnię z pracującymi krasnoludkami- wyjeżdżającej spod ziemi – imponujący.

Dość powiedzieć, że Tosia, która w tym dniu kończyła akurat 4 lata, po dwóch godzinach spektaklu z nutą rozczarowania spytała przy końcowym tańcu: „To już koniec? A dlaczego tak krótko?”
Nie wiemy, dlaczego, ale postanawiamy to naprawić.
Tym bardziej, że bilety są dwukrotnie tańsze niż do naszego gdyńskiego teatru muzycznego.
A od czasu zbudowania autostrady- Bydgoszcz jakby bliżej Trójmiasta.