Do Ośrodka Kultury Morskiej w Gdańsku wybieraliśmy się od dawna. Ale, jak to bywa, łatwiej nam było dotrzeć w góry niż nad Motławę. W końcu się jednak udało.

Nie żałujemy. Chociaż przyjechaliśmy trochę zbyt późno, bo dopiero po 17ej (happy hour trwają od 16.00 ), zdążyliśmy sprawdzić, czy warto przyjechać raz jeszcze. No i warto.

Piętro poświęcone różnego typu łodziom na pewno wymaga poświecenia mu więcej czasu, na razie obiecałam dzieciakom film o pływających wioskach w Kambodży.

Natomiast na wystawę interaktywną wpuszczanym się jest na godzinę i ten czas na pierwszy raz akurat wystarcza. Morsko-portowy plac zabaw interesuje, uczy i bawi. I to, mam wrażenie, wcale nie tylko najmłodsze pokolenie.
Jest się zatem kapitanem statku ratującym rozbitka i ładuje kontenerowiec, i rozmieszcza żyjątka w kolejnych warstwach morza- albo po prostu bawi portem z klocków lego czy wskakuje w strój nurka. Można też, naskakując na nutki, grać szanty. A może i je śpiewać.
Zachęcamy i zachwalamy.

A po pobycie w Muzeum zajrzeliśmy do kawiarenki podróżniczej Południk 18. Jakoś tak trafił nam się wieczór udanych miejsc, bo i ten lokal śmiało można zarekomendować. Wybór herbat spory, a i coś do herbaty się znajdzie….
