Wakacje rozpoczynamy rowerowo. Ale trochę nietypowo- bo w nocy. Dwie pierwsze edycje Gdyńskiego Nocnego Przejazdu Rowerowego mocno kolidowały z wcześniejszymi
planami, ale tym razem w końcu się udało!
Jadzia w ogóle nie dopuszcza opcji, że mogłaby nie jechać. My nie dopuszczamy opcji, że mogłaby jechać Tosia- więc prewencyjnie oferujemy jej nocleg u kuzynek, który wygra ze wszystkim. Tadzio ma w nosie imprezę, na której nic się nie dostaje- nie warto się męczyć 🙂
Ruszamy o 21.30 . Robi się coraz ciemniej, rowerzystów masa trudna do policzenia, setki lampek mrugają wesoło. Nie spiesząc się zbytnio przejeżdżamy ulicami Gdyni. Podziwiamy oświetlone latarniami miasto. Sympatyczna atmosfera i raz dwa mijają dwie godziny.
Na koniec- pokaz fajerwerków. Czujemy się prawie jak na Sylwestra- tylko pogoda przyjaźniejsza. W oddali migocą światła kolorowych lampek oplatających statki na morzu.
Jeszcze tylko łyk grochówki i do domu. Emocje mijają i nagle robimy się okrutnie śpiący. W sumie nic dziwnego, bo dochodzi pierwsza w nocy, a w nogach prawie 40 kilometrów.
Dobrze, że jutro nie musimy wcześnie wstawać. A właściwie dzisiaj 🙂
