miasta, Wszystko

WIELICZKA

Byliśmy w Wieliczce już kilka lat temu, kiedy Tosia była maleńka, a Tadzio i Jadzia chodzili do przedszkola. „Zaliczyliśmy” ważny punkt ma krajoznawczej mapie Polski, dzieciom się, owszem, podobało- ale nie zachwyciło. Schody robią wrażenie, kaplica świętej Kingi jak zawsze piękna, ale potencjał, mieliśmy wrażenie, się marnował. Tym bardziej, że inne, mniej znane i oblegane kopalnie prześcigały się w pomysłach na urozmaicenie zwiedzania.Wieliczka

Ale oto rok temu, całkiem przypadkiem, bo na wycieczce z gimnazjalistami, poznałam Solilandię. Kiedy opowiadałam dzieciakom o podziemnej krainie zamieszkałej przez solne krasnoludki, widziałam ogniki w ich oczach i już wiedziałam, że gdy tylko będzie okazja- pojedziemy.

Okazja zdarzyła się dzięki wyjazdowi w Tatry, więc czym prędzej ją wykorzystaliśmy.

W skrócie wygląda to tak:

  • do wejścia do kopalni jak zwykle  ciągną się długie kolejki, ale do gromadki rodzin podchodzi przewodnik z informacją, że ekipa została specjalnie zaproszona do Solilandii- podziemnej krainy. Nie stoimy w kolejce- wchodzimy osobnym wejściem

  • na początku każde dziecko dostaje swoją własną misję- u nas Tadzio dzierży mapę i zaznacza kolejne zdobyte przez grupę atrybuty, Jadzia uczy się na pamięć zaklęcia, które zaraz się przyda, a na szyi Tosi zawisa amulet, który trzeba będzie oddać Skarbnikowi

  • wyprawa wiedzie normalną drogą do zwiedzania, ale po drodze: odkrywamy wykluwające się z jaj Solonie (trzeba je szybko nakarmić, bo zmienia się w Solizaury!), budzimy ze snu (zaklęciem oczywiście) Soliludka, uczymy się piosenki o Solilandii, szukamy skarbu (latarki), odkopujemy pierścień świętej Kongi, a na końcu wita nas sam duch kopalni- Skarbnik.budzimy Soliludka

zwiedzamy

spotkanie ze Skarbnikiem

I tak oto nudne po jakimś czasie dla dzieci chodzenie po korytarzach zamieniamy na pasjonującą wyprawę, z mnóstwem pozytywnych emocji, zabawy, a nawet odrobiną strachu.
Z czasem wstrzelamy się idealnie- kilkoro na oko czterolatków jedynie przedreptało trasę chowając się za rodzicami, natomiast podejrzewamy, że starsze dzieci nie dadzą się już ponieść
wyobraźni i na całego wejść w świat bajek.

Z solizakami w buziach i dyplomami w dłoniach dzieci żegnają się z Wieliczką, a my cieszymy się, że coraz więcej miejsc wymyśla coś więcej niż tylko zwykłe zwiedzanie.

szukanie pierścienia św. Kingi