Wrzesień, jak we wszystkich rodzinach dzieci szkolnych i przedszkolnych, odbija się na domowych finansach. Nie przejmujemy się tym wcale (prawie 🙂 – ale chwilowo zawężamy obszar zainteresowań do Trójmiasta.
Jedna sobota upływa pod hasłem „las”. Najpierw bowiem opracowujemy leśną trasę rowerową do Sopotu- na tyle skutecznie, że w rezultacie wycieczka osiąga długość 50 kilometrów. A w Sopocie udajemy się na festyn Lasów Państwowych. Akcja zrobiona z pomysłem, i to pomysłem na piątkę. W każdym z namiotów poszczególnych nadleśnictw stoi osoba wyposażona w kolorową pieczątkę. Przybija ją na karcie patrolowej temu, kto prawidłowo odpowie na pytanie lub wykona zadanie. Dzieci rozpoznają więc gatunki drzew, nazwy wypchanych zwierzaków, ptaków na zdjęciach i tropów, a nawet budują prawdziwy dom. Na koniec każdy, kto zdobył wszystkie pieczątki, otrzymuje małą nagrodę.
W tym samym czasie rodzice mogą wykazać się wiedzą lub też takową nabyć w rozmowach z leśnikami, przy mikroskopach, okazach wszystkiego, co żyje lub żyło w okolicznych lasach. Impreza ciekawa i śmiało można użyć tego słowa- edukacyjna. 

W drugą sobotę organizujemy sobie małą wycieczkę brzegiem morza na trasie Sopot- Orłowo. Pełen relaks, bo niecałe 6 kilometrów, choć po plaży może należałoby liczyć jak 8. Jadzia i Tosia oznajmiają, że skoro jedziemy na plażę, to one się będą kąpać. Normalni rodzice pewnie określiliby koniec września jako czas nieodpowiedni do kąpieli w Bałtyku. Ale że my do takich nie należymy, więc oczywiście pozwalamy. Hartowanie się służy zdrowiu, nieprawdaż? I w dodatku plaża pusta…


Miejmy nadzieję, ze październik da nam trochę odpocząć finansowo i znowu ruszymy gdzieś dalej….
