W wypchanym segregatorze leżą grzecznie nasze dyplomy sprzed lat z marszy na orientację. Mistrzostwa mniejsze, większe, Darżluby- każdy strzeże jakiś historii. Najpierw każde z nas zdobywało laury osobno, ostatnie dyplomy są już dwuosobowe. Teraz, kiedy pomyślimy o tym, że mielibyśmy tułać się po lesie całą noc, ślęczeć z latarką nad punktami mylnymi, stowarzyszonymi, odwróconymi… a potem po dwóch godzinach spania by?? rześkim i wypoczętym- wydaje się, że to niemożliwe. A jednak- są dowody, ze kiedyś dawaliśmy radę.
Pozwoliliśmy dziś sobie na mały „Powrót do przeszłości”:
Rano wieje jak w listopadzie nad morzem. Maleńkie kropelki mżawki wciskają się za kołnierze. Zastanawiamy się, czy dzieci nie zdezerterują, ale chyba nie zauważają, ze jest lodowato. Zapisujemy się na listę startową zawodów na orientację „Spiros 2013”. A właściwie- MiniSpiros, czyli coś dla tych, którzy by chcieli, a (jeszcze) nie mogą. Kompas na szyi, czas odmierza specjalny licznik. Na starcie ratownik medyczny dodaje powagi sytuacji. Minuta 06 wybija. Mapy w ręce i… gdzie są dzieci? Szykujemy się na marsze na orientację, one, jak się okazało- na biegi. Cholipka, nie dogadaliśmy się w tym względzie… widok innych startujących przed sobą dodaje adrenaliny i zamiast łagodnej nauki orientowania mapy mamy pogoń za punktami… W końcu, po dwóch punktach, mamy gotową strategię: najpierw na łeb na szyję pędzą dwa Paskudniki. Za nimi tata, patrząc, czy na pewno nie skręcą gdzieś, gdzie nie powinni. Na końcu, spokojnie kroczy mama z Tosią, której krótkie nóżki póki co nie mają szans na rywalizację ze starszymi.
Na mecie czekają batoniki, herbatniki i soki- gwarancja udanej imprezy. Ustalamy , że na następnej edycji Jadzia i Tadzio startują sami 🙂
Podsumowując: świetna inicjatywa, konkurencja rodzinna pozwala na naukę orientacji w terenie, minimalizuje nerwy a propos możliwości zagubienia się dzieci, trasa na tyle łatwa i krótka (2 km), że dzieci w wieku naszych bez problemu sobie radzą. Jeszcze tylko wpisowe mogłoby być bardziej rodzinne…
