miasta, okolice Trójmiasta, Wszystko

Gdańsk – Meczet

Wycieczka z rodzaju: blisko- a daleko. Blisko w kilometrach, bo tylko dwadzieścia kilka (choć Ania Sz. chyba naprawdę nie uwierzyła, ze jedziemy tam na rowerach ).

Daleko- bo o sprawach odległych kulturowo.

Nieczęsto gdańscy Tatarzy urządzają dni otwarte, a skoro urządzili, to korzystamy. Jadzia jest mocno zaskoczona, bo przecież ubili nam krakowskiego hejnalistę, ale uspokajamy, że naprawdę będzie bezpiecznie.przed meczetem

Podróż jest prawie nudna- prościutkie chodniki, w gdańsku idealnie proste drogi rowerowe- nie ma o czym pisać. Natomiast meczet wzbudził duże zainteresowanie- przed wejściem mnóstwo osób. Pierwsze zaskoczenie dla dzieci- trzeba zdjąć buty. No, ale przecież i u nas zdejmuje się czapki, wiec analogia jest. Dobrze, że nie zaczęli robić fikołków, bo dywany mięciutkie. Ale akurat zaczynała się modlitwa- okazała się na tyle fascynująca, że nawet Tosia zamarła na długie minuty. Szkoda, że na mszy jej nie wychodzi 😦w meczecie

Na dole o religii opowiada imam; na górze- głównie o relacjach damsko-męskich, młoda muzułmanka. Oboje wyglądają dość nietypowo, więc dzieci są zasłuchane. Bo i wszystko takie egzotyczne- jak to jest mieć cztery żony? A nie jeść nic przez cały dzień- i w dodatku przez miesiąc? Nie mówiąc już o modlitwie pięć razy dziennie, bo to przechodzi wszelkie wyobrażenie…w meczecie

Wyprawę klasyfikujemy jako: ciekawa i nauczająca.