Pierwszy tydzień rodzinnych wakacji spędzamy na Zlocie Rodzin Harcerskich koło Białki Tatrzańskiej. Z różnych względów mieliśmy dwa lata przerwy, ale w końcu się udało wrócić. Do dobrego towarzystwa, wspólnych wartości, wieczornych ognisk, konferencji z ciekawymi ludźmi, braterstwa i wspólnych wędrówek. A jako że to blog o podróżach, więc na tym się i skupiamy w naszych opowieściach…
TURBACZ
idzie na pierwszy rzut. Szczyt, który będąc nastoletnią parą zdobywaliśmy co roku, nawet nie myśląc jeszcze o tym, że kiedyś będziemy małżeństwem. Opowiadamy więc dzieciom o wędrówkach z plecakiem pełnym konserw, po nocy spędzonej w mało wygodnych pozycjach w przedziale pociągu, codziennym rozkładaniu namiotu… mało z tego pojmują dzieci, które z PKP znają tylko kuszetki, pod szlak dowozi ich samochód, a na noc wracają do wygodnego ośrodka… 
W każdym razie czas mija szybciej, tym bardziej, że w drodze towarzyszą kuzynki, a jak wiadomo, w towarzystwie wędruje się raźniej. Trasa Łopuszna- Turbacz- Łopuszna zajmuje nam 6 godzin ( z krótkim przystankiem w schronisku) i jest to wystarczająco jak na pierwszą wędrówkę…. 
W drodze powrotnej spotykamy bacę z owcami. Wyglądałby jak przed laty gdyby nie fakt, że … rozmawia przez komórkę. Widząc nas, pozdrawia i zadaje branżowe pytanie: „Ile ma milimetrów?” O co mu chodzi? Zaskoczeni pytaniem, nie wiemy, z czym je powiązać. On wymownie wskazuje na aparat. Aha.. długość ogniskowej… Bartek rozpoczyna rozmowę z, jak się okazuje, właścicielem niezłego sprzętu fotograficznego… czas jednak płynie- wszędzie, na halach wśród owiec również.
PRZEŁOM BIAŁKI
to miejsce nie tylko bardzo urokliwe, ale doskonałe do rodzinnego wypoczynku. Przeprawy na drugi brzeg urastają do rangi walki z żywiołem na śmierć i życie, dotarcie tam owocuje kąpielą w mini zatoczce. Budowanie tam, wodospadów, jeziorek- wszystko to, co można robić w górskim potoku, który jakoś mniej jest lodowaty niż inne.
DUNAJEC
poznajemy znowu z poziomu pontonu. Po zeszłorocznym raftingu jesteśmy na tyle zadowoleni, że organizujemy zlotowy spływ. Po dopłynięciu raz po raz podchodzą ludzie i dziękują za świetną propozycję i doskonałą zabawę. Podoba się wszystkim, a my już się rozglądamy się za jakąś szybszą rzeką do pokonania na przyszły rok.
WĄWÓZ HOMOLE
odwiedzamy tym razem w słońcu i cieple. Rok temu praktycznie go przebiegliśmy, w tym nadrabiamy czas. Urocze miejsce, jeśli nigdzie się nie spieszyć, gdy można puszczać na wodę patyczki, wsłuchiwać się w szum potoku i skakać po głazach…
Do Jaworek zjeżdżamy na Monsterrollerach- tym razem nie wnikamy w wiek dzieci, tylko wskakujemy na pojazdy. Pani tylko nadmienia, że są naprawdę ciężkie, ale to nas nie zniechęca. Dzieciaki mkną w dół i nawet udaje im się nie spaść 🙂 
SOKOLICĘ
zdobywamy odwrotnie niż rok temu- ze Szczawnicy. Widoki z tej góry wynagradzają każde podejście, choć coraz większe tłumy powodują, że następnym razem wybierzemy się chyba o świcie. Na Sokolej Perci mijamy się z niezwykłą w takim miejscu parą. Pani prowadzi za rękę niewidomego mężczyznę. Idą powoli i słyszymy ciche komunikaty: „Teraz noga niżej, będą kamienie, wolniej, będziemy schodzić…” zaskoczeni, ale i pełni podziwu tylko się przyglądamy. Widać, że chcieć, to móc.
Po drodze korzystamy z mało ambitnych przyjemności- np. z kolejki górskiej na górze Wdżar. Pierwsza do sanek wsiada Jadzia z mamą. Docieramy na metę i czekamy na jadącego za nami Tadzia. Mijają kolejne sekundy, minuty… nie ma go. Do wyobraźni pukają obrazy z nieopatrznie przeczytanego artykułu o śmiertelnym wypadku na tej kolejce. Kiedy już odchodzimy od zmysłów, wolniutko pojawia się Tadzio, a za nim wężyk kolejnych sanek. Podbiegamy do naszego demona pr??dkości. Ufff, cały i zdrowy.
-
Tak się bałeś?- pytamy.
-
Nie, dlaczego? Tylko tam przy każdym zakręcie jest napisane: Zwolnij!
Wkurzeni początkowo ludzie za nami umierają ze śmiechu wraz z nami. Obsługa toru tłumaczy zdziwionemu chłopcu, że do tych napisów wcale nie trzeba się stosować… Nie do końca zrozumiał, po co wobec tego te nakazy…

Oprócz tego zaglądamy do dworu w Łopusznej, kościółka w Dębnie i sanktuarium w Ludźmierzu. Słuchamy dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego i- wakacjujemy. Po tygodniu ruszamy w dalszą trasę.
Mieszkamy tu: http://www.placowka.pl/



















