nad morzem, okolice Trójmiasta, Wszystko

Grób Borchardta

Jak najlepiej zacząć Nowy Rok?

Aktywnie!grób Borchardta

Pozbawieni ruchu z dwóch powodów- nędznej pogody i Świąt przy stole, 1 stycznia wyciągamy nieco obrośnięte już kurzem rowery i jedziemy na krótką przejażdżkę. Cel to gdyński cmentarz na Witominie, a konkretnie grób Karola Olgierda Borhardta. To patron szkoły naszych dzieci, które już kiedyś namawiały nas do zobaczenia, gdzie jest pochowany. Wtedy jednak nie udało nam się odnaleźć miejsca, a teraz z pomocą przyszła wyszukiwarka grobów (do czego to może służyć Internet…. ).

Trójmiejskie lasy są średnio rodzinno- rowerowe. Naprzemienne zjazdy i podjazdy nie stanowią ulubionej rozrywki kilkulatków, które wolałyby jechać cały czas „po prostym”. Cóż- „ jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”. Ostatecznie nieźle zmęczeni lądujemy przed bramą cmentarza. Nie bardzo jest gdzie zostawić nasze bicykle, ale oprócz zakazu wprowadzania psów nie zauważamy innych znaków, więc wprowadzamy jednoślady na teren nekropolii. Choć to największy gdyński cmentarz, dziś nie ma prawie nikogo.

Z łatwością odnajdujemy grób („a dlaczego z niego wystaje głowa?”, „a dlaczego na każdej podstawce jest litera B?”), chwila na zapalenie zniczy i do domu.

Miło tak zacząć rok. Coś poznać, czegoś się dowiedzieć. Przed nami 12 miesięcy tegoż właśnie.

jeziora, Wszystko

Zalew Zegrzyński

Ostatnio odkryliśmy nową, ciekawą stronę- www.sportowarodzina.pl. A że z aktywnościami różnymi nam po drodze- całkiem nam się spodobała. Szczególnie znaleziony tam konkurs- tak się spodobał, że aż go Jadzia wygrała. Nagrodą okazał się rodzinny pobyt nad Zalewem Zegrzyńskim. Akurat wybieramy się w góry, więc idealny to pomysł na przerwę w podróży przez Polskę.

Ahoj, przygodo!

Przyjeżdżamy do Klubu Mila. Pięknie położony nas samym jeziorem, otoczony lasem, wita nas równie serdecznie, co pani w recepcji. Pędzimy zostawić bagaże w przydzielonym nam pokoju i zamierzamy od razu wskoczyć na jacht. Po wejściu do „kajut załogi” nieco zmieniamy plany i aranżujemy małą sesję zdjęciową. Dawno nie spaliśmy w tak ładnym i gustownym miejscu. Kajuty urzekają dbałością o każdy szczegół. Utrzymane w biało-niebieskiej tonacji, wyglądają niemal jak prawdziwe kajuty na statku. Bulaje, liny, fotografie na ścianach, a nawet kosmetyki w łazience- wszystko doskonale się ze sobą komponuje. Zanim dzieci rozpętają wojnę o piętrowe łóżko, ruszamy w rejs jachtem.klub Mila

Jako typowi mieszkańcy Gdyni, częściej jesteśmy w górach niż nad Bałtykiem. Szczerze mówiąc, na jachcie jeszcze nam się być nie zdarzyło. Może to i dobrze- dzięki temu nie przeszkadza nam absolutny brak wiatru, bo ciekawi nas wszystko, co wokół. Tadzio i Jadzia toczą nieustanny bój o miejsce na kaczym dziobie, Tosia zagnieździła się pod pokładem, a rodzice wygrzewają na słońcu swe zmeczone ciała. Jednym słowem, wszyscy są zadowoleni. Następnym razem zamówimy wiatr i wtedy zmierzymy się z żywiołem.na jachcie

na

Rano korzystamy z jeszcze jednej atrakcji otrzymanej w pakiecie- rowerów. Wypożyczone Krossy niosą nas po okolicznych równinach. Wąwozem Szaniawskiego zjeżdżamy z powrotem do Mili, wsiadamy do samochodu i ruszamy na południe. A gdzie dokładnie- o tym w następnym wpisie.

Zaś stronę sportowarodzina.pl polecamy nie tylko ze względu na atrakcyjne konkursy.

w Wąwozie Szaniawskiego

rowerami

okolice Trójmiasta, Wszystko

Sobota na Wiczlinie

Gratisowy wolny dzień w środku tygodnia wykorzystujemy niskobudżetowo i relaksacyjnie.

Weehoo

W ramach poznawania nowych peryferii własnego miasta jedziemy na krótką wycieczkę na Wiczlino.

Cel: nowy plac zabaw, powstały przy budującym się osiedlu Wiczlino Ogród.

Droga przez las wita nas pierwszymi oznakami wiosny: dywany zawilców przypominają, że mimo chłodu to już maj. 10 kilometrów mija prędko i jesteśmy na miejscu.

zawilce

Pewnie mając taki teren pod blokiem nie podróżowalibyśmy tak często 🙂 Urządzenia dla maluchów, starszaków, młodzież, a i dla dorosłych całkiem sporo propozycji. Przed wejściem stojaki na rowery, w środku ławeczki dla zmęczonych. Nie ma co- fajna sprawa. Może i kiedyś gdzieś bliżej nas powstanie w końcu rekreacyjny teren z prawdziwego zdarzenia?

na placu zabaw

ganianego

Ale że czas pakować się na jutrzejszy wyjazd do Poznania- zostawiamy linoloty i inne wynalazki i sprawdzamy, czy z powrotem też jest 10 kilometrów. Okazuje się, że jest- ale z górki 🙂

zaraz zjedziemy!

miasta, rowery, Wszystko

Mikołaje na rowerach

Zima powinna dostać naganę z wpisem do akt. Za uporczywy brak wykonywania swoich obowiązków. Bez usprawiedliwienia opuściła stanowisko pracy. Przemknęła chyłkiem, boczkiem- niezauważenie niemal i śladów prawie nie pozostawiając- i znikła.

Nie pojawiły się zatem na blogu opisy dalekich białych wypraw, zdjęć nas zasypanych w śniegowych zaspach. Nie ma wyjść na sanki ani narty. Brak oszronionych rzęs i białych kosmyków włosów- jednych z najmilszych wspomnień z zimowych wyjazdów na górskie szlaki.

Co tu ukrywać- siedzimy w domu, zapuszczamy korzenie i obrastamy tłuszczem. Za oknem najczęściej wyje nadbałtycki, nieprzyjemny wicher, mży, siąpi lub leje w zależności od nastroju. Czekamy.

Jeden tylko plus tego wszystkiego- w przedostatni dzień roku 2012 bez specjalnych wyrzeczeń mogliśmy wziąć udział w przejeździe pod nazwą „Mikołaje na rowerach”.

Trasa nie za długa- z rogatek Gdańska przez Sopot do Gdyni. Towarzystwo- nader liczne, na pewno ponad pół tysiąca osób. Atmosfera-nader sympatyczna.

Wyczynu nie było może, ale dobry pomysł na spędzenie międzyświątecznego czasu. Zdjęcia ciężko robić jadąc w peletonie, więc dokumentacja fotograficzna dość skromna.

… a jak spotkacie zimę to powiedzcie, żeby wracała! Czekamy!mikołaje na rowerach

 rowery

rowery, Wszystko

Loryniec

Jeszcze w piątek biliśmy się z myślami- jechać, czy nie jechać. Pogoda od tygodni stała i niezmienna: pada, leje, mży i siąpi. Z drugiej strony poprzedni weekend spędzony w domowym zaciszu wpędził nas niemal w wakacyjną depresję. Jadzia, zapytana o zdanie, z wesołą miną oświadczyła: no to zrobimy sobie deszczową wycieczkę! Do tego Bartek skisł w pracy ostatecznie, więc wieczorem decyzja zapadła: jedziemy.

Dzieci spać, a my do pakowania- kurtki przeciwdeszczowe, klapki – łatwoschnące obuwie rowerowe, śpiwory do naszego nowego nabytku, czyli przyczepki rowerowej. Rano- ruszamy.posiłek

Pierwszy etap pokonaliśmy samochodem i to był dobry pomysł. Ulewa, która nas spotkała, uruchomiła naszą wyobraźnie, która nie pozostawiła złudzeń, jakbyśmy wyglądali nie siedząc w suchym aucie. Ale co tam- burzy się przestraszymy?? My?? W Gołubiu spotykamy się z Magdą i Zygmuntem i odwiedzamy Alinkę na kolonii zuchowej. Mała zuchenka zasypuje nas opowieściami, co Jadzię tylko utwierdza w postanowieniu wstąpienia do gromady, stwierdzamy, że jest radosna i krzywda jej się nie dzieje, więc zabieramy rowery, porzucamy samochód i ruszamy w trasę.na trasie

Do Kościerzyny jedziemy starą trasą kolejową. Bardzo urokliwa, wśród pól i łąk, Tosia co chwila zachwyca się końmi i krowami pasącymi się nieopodal – dziś dzieci zwierzęta znają głównie z ilustracji w książkach 😦 . Dzieci wolałyby jechać po asfalcie, drobniutki piasek zapewnia nam darmowy, mocny peeling łydek, ale przynajmniej nie wdychamy spalin mijających nas samochodów. Po drodze osiemset razy śpiewamy „Krajkę” – droga może mało pylista, ale polna jak najbardziej, więc pasuje.Jadzia z tatą

Kościerzynę widzimy po raz pierwszy po odnowieniu Rynku i robi na nas jak najlepsze wrażenie. Puste uliczki (zakaz ruchu), nowiutka kostka, a przede wszystkim – fontanna! Tryskające z ziemi, w nierównych odstępach czasu, strumienie wody tworzą milion pomysłów na zabawy. To dziwne, że wieczorne przebieranie się w piżamy zajmuje naszym dzieciom dobry kwadrans, skoro, jak się okazało, potrafią rozebrać się do majtek w najwyżej półtorej sekundy… ale i tak raczej nie zamontujemy fontanny w domu 😦Kościerzyna

Po obiedzie i gruntownej kąpieli opuszczamy Kościerzynę. Zabieramy nasze rowery, którymi obstawiliśmy ze wszystkich stron jedną z ławek i dopiero wtedy zauważamy stojaki rowerowe – cóż, my z Gdyni- nieprzyzwyczajeni… Co ciekawe, cały obszar miasteczka poruszamy się szeroką, równiutką, drogą rowerową- to bardzo usprawnia podroż z dziećmi. W Grzybowskim Młynie dopadają nas czarne chmury burzowe, postanawiamy więc przeczekać burzę pod wiatą turystyczną. Z zapowiadającej się ulewy w rezultacie kilka kropli, ale dzięki postojowi sponsorujemy obiad rodzinie łabędzi -bajka o brzydkim kaczątku nabiera dla Tosi realnego wymiaru, niestety ptakom nie spodobało się rzucanie w nie patykami. Od tej pory nie musimy tego tłumaczyć- długo będzie pamiętała…karmimy łabedzie

Drogą tysiąca kałuż docieramy do Loryńca . Rowery nieśmiało wyglądają spod warstwy błota, ale tym większe wrażenie robimy na goszczących nas gospodarzach. Dostajemy od razu po talerzu ciasta i litr mleka oraz stodołę w całkowite władanie. Dzieci mogą szaleć na sianie do woli! A siano jest pomieszane z miętą- obłędny zapach! Przedtem jeszcze zaliczamy festyn wiejski- dzieci zdobywają notesiki, linijki, długopisy, portfeliki i lusterka i możemy spać. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, iż festyn skończył się o.. wpół do czwartej . Odświeżyliśmy sobie repertuar disco polo za wszystkie czasy. Ale fakt- mieszkańcy bawili się znakomicie. Dobrze, ze dzieciom hałas za bardzo nie przeszkadzał.błoto

Rano już tylko nad jezioro Jelenie rozstawić namiot, który zaczeka na nas do piątku, kiedy to zaczynamy obóz i… koniec wędrówki.w stodole

Nie muszę chyba dodawać, że kurtki pozostały nietknięte przez całą drogę. Nasze spalone plecy trochę cierpią przez brak kremu z filtrem, ale przecież miało padać, nie? Choć podobno w Trójmieście znów lało…

okolice Trójmiasta, rowery, Wszystko

Wejherowo

No proszę, jak te prognozy pogody są omylne… pomyśleliśmy dziś wczesnym rankiem spoglądając za okno. Piękne, mocne słońce na bezchmurnym niebie, ptaszki słodko śpiewają- a przecież miały być przelotne deszcze i to solidne, nie? Ale nam w to graj- szybko zmieniamy plany sobotnie i zaraz po śniadaniu wsiadamy na rowery.

Dojeżdżając do Rumi jesteśmy już zlani potem, Tadzio bez koszulki łapie opaleniznę, a na niebie gdzieniegdzie tylko białe cumulusiki. Pięknie.wyjazd z Rumi

Droga do Zbychowa do najlżejszych nie należy- baaardzo długi podjazd należycie wybrukowany powoduje, że całą uwagę skupiamy na tym, by wciąż pedałować i nie zsuwać się z kamieni- jeśli się zatrzymamy, ruszyć będzie trudno. Wchodzimy w rytm tak bardzo, że prawie nie zauważamy, iż nagle milknie świergot ptaków. Białe obłoczki podstępnie ustępują miejsca ciemnoszarej wielkiej plamie. Jakoś tak ciemniej…

Przy skrzyżowaniu wiemy już, że z pewnością jest zbyt późno, by wracać. Mamy wybór: zostać pod rozłożystym świerkiem lub pędzić w stronę leśnictwa Zbychowo (drogowskaz milcząco twierdzi, że zostało nam 0,3 km). Ryk burzy tuż obok nas sprawia, że na zastanowienie się mamy sekundy- puszczamy się pędem ku zabudowaniom.

Do teraz spieramy się, czy ten szum, który usłyszeliśmy w tym momencie to wicher w koronach drzew, czy już ściana wody. W każdym razie między kroplami spostrzegliśmy, że zanim doprosimy się, by ktoś otworzył nam furtkę przy leśniczówce, będziemy wyglądać jak po wyjściu z jeziora. Kątem okaz zauważamy szałas i wskakujemy do niego w biegu zeskakując z rowerów. Sekundę później za nami stoi już ściana wody.szałas

Rozglądamy się po naszym schronieniu. Porządna budowla- ściany wykopane w piasku, solidne rusztowanie z żerdzi, na tym świerkowe gałęzie, nieco już podsuszone. Na „podłodze” dywan z igiełek pięknie pachnie lasem. Rozkładamy suche papierowe worki leżące w kącie, wyciągamy świeże jagodzianki i … dziękujemy Bogu za schronienie. Patrzymy na rosnące w błyskawicznym tempie kałuże.

w szałasie

Burza trwa mniej więcej tyle, ile jedzenie jagodzianek i kończy się równie gwałtownie, jak zaczęła. Po kilku kolejnych minutach kałuże znikają prawie całkowicie udając, że w ogóle przed chwilą nie zalewały całej szerokości drogi. Nie spiesząc się, oglądamy 250-letni modrzew europejski– najstarszy i najgrubszy w Polsce (!).modrzew

Dalsza trasa minęła spokojnie- przez Zbychowo i Gniewowo docieramy do Wejherowa. W przyjemnej restauracji meldujemy się na obiad, a potem zostawiamy fortunę w kawiarni na wejherowskim rynku. Tam króluje Euro- połowa deserów jest z elementami piłkarskimi – dzieci wybierają biało- czerwone lody o jakże prostej i wdzięcznej nazwie: Polska.

Tym razem z daleka zauważamy kolejną porcje ulewy i szybciutko docieramy na peron SKM. Z okien kolejki strugi deszczu wyglądają jakoś tak mniej realnie niż z szałasu…SKM

Na drugi raz bardziej zaufamy prognozom pogody. Jutro ma być słonecznie…