miasta, Wszystko

Sierpniowy weekend w Warszawie

Warszawę zwykle „skubiemy po kawałeczku”- pod różnymi pretekstami zaglądamy do niej na dzień lub dwa.

Tak też jest i tym razem- motywację do przyjazdu stanowi wyścig kolarski Nutella Mini Tour de Pologne, w którym startuje Jadzia i Tadzio. Wyścig jest w niedzielę, więc korzystamy i spędzamy w stolicy również sobotę- i to nie byle jaką, bo pierwszosierpniową.

Nigdy jeszcze nie udało nam się być w tym dniu w Warszawie- zawsze jakoś wakacyjne wojaże prowadzą innymi drogami. Tym razem popodglądaliśmy okruchy wspomnień związane z Powstaniem Warszawskim.IMG_6502_cr

W Muzeum Powstania Warszawskiego byliśmy już wielokrotnie, więc tym razem nie wchodzimy do środka (tłumy w nim nieprzebrane, oczywiście)- za to bierzemy udział w spotkaniu edukacyjnym dla dzieci „Morowe panny”.

Każde z dzieci dostaje kartę i rusza w trasę, by wykonać minimum sześć z ośmiu zadań czekających na kolejnych punktach. Każde z nich dotyczy innej postaci, biorącej udział w powstaniu i upamiętnionej w muzeum.

Uczestnicy po kolei obierają ziemniaki na powstańczą zupę (kawa z żołędzi- ohyda, nawet nie próbujcie!), studiują mapę, przedzierają się przez miasto pod ostrzałem, przeprowadzają rannych powstańców (rodziców) przez teren najeżony niewybuchami.IMG_6607

 IMG_6586_cr2

 IMG_66032

 

Po wykonaniu wszystkich zadań otrzymują nagrodę- granatowy chlebak z logo muzeum. Świetny upominek- praktyczny, ładny- na pewno przyda się na niejedną wycieczkę i długo będzie przypominał to miejsce i ten czas.

O godzinie W jesteśmy w centrum. Niesamowity widok, gdy w jednej sekundzie całe miasto staje bez ruchu jak na komendę. Życie zamiera i każdy myśli o tym samym…

Poza miejscami powstańczymi w końcu udaje nam się zawędrować do ogrodów na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej. Tak, jak się spodziewaliśmy, bardzo przyjemne miejsce- aż trudno uwierzyć, że tyle zieleni w samym centrum miasta!IMG_6574

IMG_6566

Na Nutella Tour de Pologne Jadzia znowu , jak przed rokiem,staje na podium- i znowu jest na nim najmłodsza 🙂

 IMG_68452

okolice Trójmiasta, Wszystko

Półkolonie w Gdyni ze zwiedzaniem miasta

Wakacje. Dziewczynki pojechały na kolonię zuchową, na miejscu został Tadzio.

Pogoda- mówiąc oględnie- taka sobie,na pewno nie można jej nazwać plażową.

Co tu robić nad morzem…

Półkolonie.11334089_989989014378501_7419759721780608544_o

Przedsiębiorstwo Animacyjne Mary Poppins organizuje półkolonie, w czasie których dzieci poznają bardziej lub mniej znane, ale zawsze ciekawe miejsca w Gdyni, a przy tym świetnie się bawią. Nie oszukujmy się- miło zwiedzać z rodzicami, ale w pewnym wieku dużo ciekawiej poznawać świat z osobami w zbliżonym wieku.

Turnusy są kameralne i dostosowane do indywidualnych potrzeb uczestników, gdyż odbywają się już przy trzech chętnych uczestnikach. Każdego dnia na dzieci prócz masy wrażeń i przygód czeka drożdżówka, chłodny napój i owoc.

Tadzio spędza więc cztery dni z trójką innych chłopców na poznawaniu tajemnic swojego miasta:

  • cały jeden dzień spędzają w Orłowie, jednej z najbardziej urokliwych dzielnic miasta. Odnajdują dąb Marysieńki, wieżę widokową  , no i oczywiście oglądają morze z wysokości orłowskiego klifu

  • przechodzą część dwóch gdyńskich szlaków: Szlaku Modernizmu i Szlaku Legendy Morskiej (szczegóły techniczne: //www.gdynia.landbrand.pl/oferty_turystyczne/oferta/szlak-legendy-morskiej-gdyni.html oraz //modernizmgdyni.pl/ )

  • zwiedzają schron na ulicy Polskiej (prawdziwa gratka dla chłopców , którzy mogą sami obsługiwać mechanizm wentylacyjny )

  • eksplorują pozostałości 11 Baterii Artylerii Stałej

  • w Infoboxie tworzą z klocków lego gdyńskie budowle w miniaturze (  m.in. schron )   

  • a prócz tego biorą udział w podchodach, grach, zabawach, własnych wielkich i mniejszych bitwach
    i wojnach z użyciem broni patykowej 🙂 .

To wszystko było w planach i zostało zrealizowane, mimo nie zawsze pięknej pogody. Co jednak ważne, organizatorzy otwarci są na to, co aktualnie dzieje się w Gdyni oraz na propozycje uczestników. Miało być ognisko, ale chłopcy wyrazili całkowity brak zainteresowania. Wobec tego idą zwiedzić okręt Błyskawica, bo to przecież półkolonie dla nich, nie muszą się sztywno trzymać programu. Akurat przypływa do portu ogromny wycieczkowiec- pędzą go zobaczyć, bo nawet w Gdyni nie zdarza się to codziennie. W dodatku termin półkolonii pokrywa się z Gdynia Design Days,  w jego ramach można uczestniczyć w ciekawych warsztatach- dlaczegóż by więc nie?

Jednym słowem- Tadzio wraca opalony, zmęczony i przede wszystkim zadowolony. Zdziwiony tym, że w swoim mieście nie widział jeszcze wszystkiego.

 

Informacje praktyczne:

Można zapisać się na cały turnus (np. dzieci z Trójmiasta spędzających wakacje na miejscu, ale można również na wybrane dni (np. dzieci przyjezdne, gdy rodzice przeznaczają dzień urlopu na zwiedzanie dla dorosłych)

Półkolonie podzielone są na te z myślą o dzieciach młodszych lub starszych

W przypadku pogody nie nadającej się do niczego, zajęcia odbywają się w  szkole w centrum miasta

Wychowawcy to doświadczeni animatorzy z ukończonym kursem pomocy przedmedycznej

kontakt z organizatorem:
Przedsiębiorstwo Animacyjne Mary Poppins

IMG_0917

 

IMG_0890IMG_0851IMG_0686IMG_0785IMG_0746

.

okolice Trójmiasta, rowery, Wszystko

Rowerowy początek wakacji

No to- wakacje!

Plany dalszych wyjazdów nieśmiało dojrzewają i prawdopodobnie w sierpniu przejdą w fazę realizacji. Tymczasem, nurzając się w atmosferze lenistwa, rozglądamy się za czymś trójmiejskim. (aha, lenistwo = brak konieczności odrabiania lekcji, kupowania zeszytu o 21ej, bo właśnie się skończył, kładzenia się spać o rozsądnej porze, bo rano do szkoły. Lenistwo w znaczeniu: polegiwanie w łóżku do południa w naszym słowniku jeszcze nie istnieje).

Do ostatniej chwili wahamy się, co wybrać- Nocny Przejazd Rowerowy czy Rajd Dzielnicy Cisowa . Jedno i drugie znamy, oba kuszą. Rozsądek podpowiada jednak, że łączenie obu imprez może okazać się ponad nasze siły. W rezultacie słuchamy jego głosu i siły rozdysponowujemy tak, by każdy dał radę i aby niczego nie opuścić:

W SOBOTNI WIECZÓR pojawiamy się przy Skwerze Kościuszki na V Gdyńskim Nocnym Przejeździe Rowerowym. Impreza organizowana przez stowarzyszenie In Gremio polega z grubsza na tym, aby nocą przejechać się po Gdyni na rowerach. Bez napinki, wyścigu, gonienia – za to relaksacyjnie, w niecodziennej atmosferze, z możliwością pogadania ze znajomymi (i nieznajomymi też). 11425162_455097771330070_6637933915414673224_o

Wystawiamy reprezentację w składzie: rodzice + dziewczęta (Tadzio wysypia się na jutro- dlaczego, o tym za chwilę). Jadzia pomysłem zachwycona, Tosia mniej, bo wie, że będzie śpiąca. Ale też nie chce zostać w domu tylko z bratem. Nie dziwimy się, więc po prostu opowiadamy, jak to będzie i czekamy na decyzję. Ostatecznie przekonuje ją fakt, że na miejscu będzie specjalnie oznakowana Strefa Malucha. Opory znikają, decyzja podj??ta. Dopiero na miejscu okazuje się, że w jej mniemaniu ta strefa miała oznaczać wydzielone miejsce zabaw,szaleństw i konkursów- na widok zwykłej przestrzeni na początku peletonu nie kryje głębokiego rozczarowania. Jak dobrze, że jesteśmy wcześnie i do startu jeszcze pół godziny!- Ostatnie grosze idą na rozstawione obok wesołe miasteczko (ceny zabójcze, ale to obszar obdzierania turystów) i lody (w cenniku widniały jako małe- ma ktoś poczucie humoru…).

Uff…kryzys zażegnany, humor odzyskany. 11059598_455098824663298_4392535889000311461_o

Ruszamy.

W ciągu dwóch godzin zataczamy 18-kilometrowe kółko po mieście. Co jakiś czas postoje z czekaniem, aż wszyscy dołączą, więc nie jest męcząco. W Orłowie trasa wiedzie przez las, jest już ciemno i mimo obecności rodziców według Tosi za każdym drzewem czai się duch. Dobrze, że dalej już tylko główną arterią….

Na końcu czeka na nas grochówka (to już tradycja,trudno, ale i tak zdecydowanie wolałbym czekoladę). Jest noc, błyskają tysiące rowerowych lampek, gwar setek rozmów, śmiechów wokół… dobrze tak zacząć wakacje!11402975_843626732387384_1164945526978119888_n

W NIEDZIELNY PORANEK nieco niedospane dziewczynki przeobrażają się z rowerzystek w zuchy i jadą na kolonię zuchową. Odprowadzamy je na zbiórkę, ale już nie czekamy na odjazd autokaru, bo za godzinę rusza rajd rowerowy.

Organizowany prawie co roku przez rowerowo zakręconego radnego rady dzielnicy, pana Jerzego Drelę zawsze skupia ponad setkę miłośników dwóch kółek. Mimo że organizatorem jest rada jednej gdyńskiej dzielnicy, na starcie stawiają się ludzie zewsząd. Część widzimy co roku- to ci z dwóch okolicznych klubów kolarskich. Część niepewnie się rozgląda i pyta o przewidywane tempo jazdy- to ci, którzy po raz pierwszy.

Jesteśmy w trójkę- rodzice z Tadziem (wyspanym), od razu też spotykamy kilkoro znajomych, więc droga się nie dłuży. Trasa wiedzie do Rzucewa- trasami rowerowymi, w większości z dala od ruchu ulicznego, za to z dużą dozą szumu wiatru i roślinności wokoło. 20 kilometrów mija nie wiadomo kiedy, a na miejscu wita nas, jak zwykle, poczęstunek. Żurek, napoje, drożdżówki- nigdy na ten rajd nie zabieramy jedzenia wiedząc, że nie ma szans, abyśmy wrócili głodni. Nigdy tu jeszcze nie byliśmy, a widać, że warto. Osada Łowców Fok zaprasza nie tylko do obejrzenia chaty kaszubskiej i stałej wystawy, ale też zapraszam na warsztaty i prezentacje (szczegóły tu: http://rzucewo.com/).

Największym hitem okazują się wyścigi trzyosobowych załóg w specjalnych spodniach „rodzinnych”. Nogawki są pozszywane ze sobą- potrzeba naprawdę sporej koordynacji, aby szybko i bez wywrotki razem pokonać wyznaczoną trasę. Śmiechu przy tym co niemiara, a niektórzy bez ustanku wyśrubowują wyniki.

Na koniec losowanie nagród wśród wszystkich uczestników rajdu i każdy swoim tempem wędruje z powrotem.

Następny rajd już 13. września 2015- warto zaplanować sobie dzień na rowerze 🙂

 

PS. Zdjęcia tym razem nie tylko nasze, ale i p. Alicji Niemiec (rajd) oraz p. Łukasza Zielińskiego (przejazd)

góry, Wszystko

Tatry- Kościelec i Jaskinia Mylna

W ostatnie wakacje przymierzaliśmy się do wejścia na Kościelec. Pamiętacie? My tak-wstrętny deszcz, mimo że niewielki, przepędził nas z samej przełęczy, pokazał, kto tu rządzi i poradził wpaść innym razem. Zerkając złowrogo z drogi do Murowańca obiecaliśmy sobie wtedy, że jeszcze wrócimy do zaczętego, lecz niedokończonego tematu.

Kto by pomyślał, że nastąpi to tak szybko? Nie mija nawet rok, a my postanawiamy podjąć próbę numer dwa. To znaczy postanawia mama i dzieci, tata jako jedyny zachowuje resztki rozsądku. Czy jest sens tłuc się przez całą Polskę na cztery dni raptem?- pyta z powątpiewaniem. Rzecz w tym, że takich pytań się nie zadaje. Po prostu pakuje plecak i rusza 🙂

PKP nie ułatwia zadania- sprytnie i po cichutku likwiduje połączenie z Gdyni do Zakopanego. Znika plan przespania się w kuszetce i porannego wyjścia w góry. Ale nie poddajemy się tak łatwo- zdajemy się na opcję Pendolino. Ruszamy o 14ej i po 6 godzinach wysiadamy w Krakowie. Tam brutalna prawda- inni też nie mają połączenia do Zakopanego, a co gorsza- też wybierają się na czerwcowy weekend w Tatry. Nasze dzieci, dorastające w epoce rezerwacji i miejscówek, po raz pierwszy widzą bezwzględną walkę o wepchniecie się do autobusu. Starcie pierwsze sromotnie przegrywamy. Wciskamy się dopiero w drugiej rundzie, klnąc w duchu, że nie kupiliśmy biletów wcześniej, przez Internet.

Po odstaniu w korkach, z lekkim opóźnieniem meldujemy się w Zakopanem. Przed północą leżymy w łóżkach dochodząc do wniosku, że właściwie opcja popołudniowo- wieczorna zamiast nocnej wcale nie jest taka zła…

KOŚCIELEC

Jeszcze tydzień przez wyjazdem całe Tatry pokryte były śniegiem, a TOPR powtarzał niestrudzenie, że w wyższe partie gór tylko z rakami i czekanem. A jednak- na nasz przyjazd większość śniegu zniknęła, a słońce grzało najmocniej jak potrafiło.

Tym razem wybieramy krótszą trasę niż ostatnio- na Kasprowy wjeżdżamy kolejką (po raz pierwszy stoimy w ogonku), ale dalej nie pchamy się na Świnicką Przełęcz, tylko od razu ruszamy w dół Doliny Gąsienicowej.

Zgodnie stwierdzamy, że wędrówka w dół jest o wiele mniej przyjemna niż pod górę, nasze kolana zgadzają się w pełni z ta tezą, ale cóż zrobić?- w każdym razie po dwóch godzinach meldujemy się na Przełęczy Karb.

Nie przejmujemy się tablicą informującą o trudności szlaku. Pamiętamy, że nie należy mierzyć się z nim po deszczu. Rzeczywiście, po wejściu na pierwszą płytę skalną łatwo wyobrażamy sobie, jak- mokra- zamienia się w zjeżdżalnię. IMG_4554

Opis trasy łatwo znaleźć w Internecie, czytaliśmy go tyle razy, że znamy już na pamięć. Zgadza się wszystko- dwa progi skalne wymagają sprawności fizycznej. Bez uprzęży Tosia z pewnością nie dałaby rady- po prostu nie dosięgnęłaby rękami żadnego występu, którego mogłaby się złapać. Ale Jadzia i Tadzio- mający 140 cm wzrostu, radzą sobie bez problemów.na Kościelec

Poza tymi trudnościami szlak prowadzi jednak głównie kamiennymi ścieżkami- z przepięknymi widokami w jedną i drugą stronę. Szczególnie Staw Gąsienicowy, wciśnięty daleko, daleko w dole mieni się wsłońcu cudnym szafirem .na Kościelec

Wspinamy się ponad godzinę- dłużej niż mówią znaki, ale nie chcemy się spieszyć- wolimy delektować się każdym miejscem, każdym głazem, na który trzeba się wspiąć.

Dodatkowo spowalniają nas rozmowy z innymi turystami:

  • Czy mogę zrobić tej małej zdjęcie? Obiecuję- nie zamieszczę w sieci, ale nikt mi bez zdjęcia nie uwierzy….

  • Rany, a moja siostra uważa, że pięciolatki trzeba wozić w wózku…

  • Od jak dawna chodzicie po górach?…

  • To państwo! Słyszeliśmy tam na dole, ze idzie taka rodzina…

  • Jak będę miała dzieci, to też będą tak ze mną chodzić! (z wymownym spojrzeniem na swego towarzysza podróży)

Trzeba jednak przyznać, że nie napotkaliśmy nikogo, kto by choć spojrzał krzywo. Ale rzeczywiście, patrząc na dzieci, wędrujące z uśmiechem na twarzy, uważnie stawiające kroki, widać wyraźnie, że to coś, w czym czują się spełnione.

 

 na Kościelec

na Kościelec

na Kościelec

na Kościelec

Kościelec

Dwie i pół godziny później znów jesteśmy na przełęczy, gdzie spotykamy się ze znajomymi oczekującymi na nas. Razem schodzimy przez nad Czarny Staw Gąsienicowy. Patrząc na spiczasty czubek Kościelca trochę nie mieści nam się w głowach, w jaki sposób tam zawędrowaliśmy…

A jednak!IMG_4588

Czarny Staw Gąsienicowy

Zdobycie Kościelca było naszym głównym i podstawowym zadaniem. Aczkolwiek termin wybraliśmy za namową przetestowanego już wielokrotnie pensjonatu Reymontówka, który do swojej oferty włączył program „Jaskiniowcy”. Skoro włączył, to dlaczegóż by nie skorzystać? Główną atrakcję stanowi wejście z przewodnikami do Jaskini Mylnej. Kaski, czołówki i profesjonalna obstawa dwojga TOPRowców- bezpiecznie, ale i ekscytująco. Te kilka fotografii niech zachęci do skorzystania z wycieczki „speleologia rodzinna” :IMG_4317

IMG_4289

IMG_4325

IMG_4073

nad morzem, Wszystko

Pomorze Zachodnie- Świnoujście i Dobrzyca

Ostatni dzień naszej pomorskich wojaży. Niby z Gdyni do Szczecina nie tak znowu daleko, ale autostrad po drodze ani trochę i sama jazda samochodem zajmuje nam sześć godzin.

Wobec tego na pożegnanie wyznaczamy sobie do zwiedzenia dwa tylko, ale za to spore, elementy:

FORT GERHARDTA w Świnoujściu IMG_3467_cr

Wydawałoby się, że budowle militarno-obronne to domena mężczyzn i płeć piękna podczas zwiedzania może jedynie ziewać lub smętnie przysypiać. W tym miejscu jednak ta zasada nie obowiązuje.

Odgruzowany kilkanaście lat temu teren, jeden z czterech fortów twierdzy Świnoujście zyskał nowe życie dzięki grupie pasjonatów, którzy opiekują się nim i udostępniają do zwiedzania- jak sami twierdzą bez żadnych dotacji państwowych czy samorządowych.

Pewnie gdyby po forcie oprowadzał „pan przewodnik na etacie”, byłoby to jedno z wielu podobnych mu miejsc. Może to więc i szczęście, że takowego tutaj nie uświadczysz. Są za to ludzie, którzy wkładają dużo serca i zapału w to, by każdy gość na długo zapamiętał to miejsce.

Podchodzimy do wejścia. Z nas oraz kilkunastu innych chętnych zostaje utworzony pluton szkolny i nasz dowódca przez ponad godzinę serwuje nam podstawowe przeszkolenie wojskowe. Obok stacjonuje regiment kóz, z którym za chwile przyjdzie nam się zmierzyć (najboleśniej odczuje to Jadzia)- ale to za chwilę. Uczymy się więc musztry na wesoło, wykonujemy rozkazy, przechodzimy (uff.. pomyślnie) próbę ciemności i pająków, aby na koniec złożyć uroczystą przysięgę i uzyskać pierwszy historyczny stopień wojskowy. Po drodze, mimochodem właściwie, poznajemy funkcje kolejnych budowli i pomieszczeń, z punktu widokowego obserwujemy pierwotne położenie wszystkich elementów twierdzy, a w niewielkim muzeum oglądamy różne rodzaje używanej tu i w okolicy broni.

Może i nie poznaliśmy ze szczegółami calutkiej historii tego miejsca od czasów pruskich albo i wcześniejszych. Nie to jednak było naszym celem. Za to bawiliśmy się przednio nieco przenosząc się w czasie.

Taka żywa lekcja historii- bez przynudzania i smęcenia, za to z uśmiechem na twarzy i w funkcji rekruta. Polecamy na pewno, koniecznie i choć można iść na trasę samemu, z planem w ręku, to doradzamy absolutnie z przewodnikiem, gdyż to on tworzy atmosferę tego miejsca.IMG_3482

IMG_3561

IMG_3493

IMG_3527

IMG_35771

IMG_3477

IMG_3495

 

OGRODY TEMATYCZNE HORTULUS w Dobrzycy

to nasz drugi punkt programu. Rozbijamy go sobie na dwie jeszcze mniejsze cząstki- ogrody tematyczne i labirynt.

Całość kompleksu uzyskała w zeszłym roku wyróżnienie w konkursie na Najlepszy Produkt Turystyczny Roku i naszym zdaniem- całkowicie zasłużenie.

Same ogrody to nie kończący się świat roślin, barw i zapachów. Rośliny zgromadzone według kolorów, szemrzące strumyki, ustronne kąciki z ławeczkami- wszystko to sprawia, że na wiele godzin można zatracić się w oazie spokoju. No, może z trójką dzieci to spokoju raczej nikt nie zazna, ale oaza może być- np. sztuki. Dzieci wymyślają bowiem zabawę w żywe obrazy- dwoje zastyga w jakiejś intrygującej pozie- na ławeczce czy przy stoliku, a trzecie wymyśla historię, która właśnie się wydarza. Dziecięca wyobraźnia nie zna granic- najdroższe warsztaty kreatywności nie wydobyłyby takich pokładów możliwości twórczych…IMG_3710

IMG_3705

IMG_3732

IMG_3723

IMG_3734

IMG_3726

 

 

IMG_3749

 

IMG_3761

Druga część ogrodów, czyli labirynt podoba nam się jeszcze bardziej. Centralne miejsce grabowych zarośli stanowi wieża widokowa. I całe szczęście- jak się całkiem niedługo okazuje. Ufni w nasze umiejętności pewnie wchodzimy w pierwsze wejście. Zasłaniamy dzieciom oczy i po kilku zakrętach porzucamy je na pastwę losu. Sami wędrujemy dla niepoznaki w odwrotną stronę. Po chwili słyszymy krzyki- dzieci znalazły wyjście. Ale, cholipka- my nie… Więc latorośle idą nas poszukać i wyprowadzić na wolność. Spotykamy się, ale… chyba już nie pamiętamy, którędy do wyjścia. Tak, po 20 minutach wiemy już na pewno, ze nie umiemy się wyplątać. Za każdym razem widzimy wieżę z innego boku- ale nic więcej z poszukiwań nie wynika. Zdesperowani, wołamy do pana stojącego na szczycie wieży: -Jak stad wyjść? – Ojeejjj… -stęka pan… trzeba w prawo, potem prosto.. nie, nie tutaj!… po kilkunastu chwilach udaje się! Teraz wiemy, do czego ta wieża…IMG_2909

IMG_2936

IMG_2925

IMG_2865

IMG_2935

IMG_2872_cr

Po dwóch godzinach pobytu płoszy nas deszcz. W przelocie oglądamy jeszcze kwiatowy zegar słoneczny, spoglądamy na odchodzące w różne strony alejki będąc pewnymi, ze spokojnie moglibyśmy posiedzieć tu dłużej.

 

Dobra zabawa absolutnie gwarantowana!

 

Zwiedzone miejsca:

http://www.fort-gerharda.pl/

za naszą rodzinę zapłaciliśmy 60 zł, można też kupić opcję łączoną ze zwiedzaniem Podziemnego Miasta w Świnoujściu

 

http://www.ogrody-labirynt.com.pl/

oraz http://www.hortulus.com.pl/

Najtaniej wychodzi bilet łączony do ogrodów tematycznych i labiryntu- zapłaciliśmy 111 zł za naszą piątkę.

 

miasta, nad morzem, Wszystko

Pomorze Zachodnie- Szczecin z dziećmi

Pierwszy dzień Weekendu dziecka spędziliśmy bardzo małomiasteczkowo, drugi zatem dla odmiany jest całkiem wielkomiejski. Przez całą sobotę dogłębnie poznajemy Szczecin.

Z całkiem bogatej oferty noclegowej wybieramy wersję ekonomiczną- Schronisko Młodzieżowe „Cuma”. Położone w centrum miasta, całkiem czyste, z przepięknym ogrodem wokół, no i przede wszystkim -tanie. Generalnie schroniska do drogich nie należą, jeśli odejmiemy zniżkę dla dzieci, wychodzi nader przyzwoicie, a ponieważ schronisko honoruje Kartę Dużej Rodziny- robi się połowa ceny wyjściowej. Za to w portfelu zostaje więcej na korzystanie z oferty, którą oferuje miasto. Do tego tuż przy wejściu znajduje się tajne przejście- sami sprawdźcie, dokąd….IMG_2993_cr

 

Pierwsza atrakcja jest jednak całkiem darmowa. Wczesnym rankiem, przed śniadaniem jeszcze rozpoczynamy dzień akcją: „Rodzina zawsze w formie!”- czyli małą przebieżką po Parku Kasprowicza. Ten największy park miejski szczyci się historią sięgającą XIX wieku, ale my dziś zachwycamy się głównie współczesnymi aspektami- rześką fontanną, wielkimi (sztucznymi) motylami, placami zabaw (tym razem na odległość), no i przede wszystkim testujemy parkowe alejki. Próba wypada znakomicie- nawierzchnia idealna do porannego joggingu.IMG_3007

IMG_3010_cr

IMG_3018_cr

 

Dobrze zgłodniali po wysiłku szukamy miejsca na niedzielne śniadanie. Sprawdzamy, czy uda nam się znaleźć miejsce kameralne, nastrojowe i z czymś smacznym dla każdego z nas. Nie musimy szukać długo- dwie przecznice od schroniska napotykamy niewielką Cafe Genial. Czynna już od ósmej- jakby na nas czeka. Pani za ladą jest mamą, więc od razu wie, co zaproponować dzieciom, jaka czekolada będzie najlepsza, a czego rano potrzebują rodzice. Siadamy przy stole, a do środka co chwila wpada jakiś stały klient. Patrzymy zauroczeni, jak pani pyta jednych o zdrowie żony, innym proponuje „to, co zwykle”- niby duże miasto, a lokal jak w maleńkiej wiosce, gdzie każdy zna się z każdym.IMG_30284

 

Smaczne śniadanie to jedno, ale zaraz potem czeka nas coś dla ducha- Teatr Pleciuga. Zawsze zazdrościmy miastom, które mają swoje miejsce przeznaczone dla młodych widzów, więc nie możemy się oprzeć. Akurat grają „Tymoteusza i psiuńcia” – spektakl na podstawie tekstu Jana Wilkowskiego, uznawanego za legendę polskiego lalkarstwa. Na widowni zasiada żeńska część rodziny i z przejęciem śledzi losy misia, który niestety wie, że jego tata nie pozwoli mu na posiadanie psa. Widownia pęka w szwach, zajęte są nawet miejsca na schodach. Może to i prawda, że dzisiaj dzieci mnóstwo czasu spędzają przed ekranem komputera, co jednak, jak widzimy, wcale nie ogranicza fascynacji teatrem, który jest chyba wartością ponadczasową i nic tego nie zmieni. Dziewczynki skupiają się na warstwie fabularnej, ja obserwuję bardziej dobrze ukazaną relację syn-ojciec (choć sztuka ma już wiele lat, to pewne mechanizmy wciąż działają identycznie). IMG_3041

 

Tymczasem nasz rodzinny duet męski w tym samym czasie eksploruje podziemne miasto. Tadzio z tatą przenoszą się w czasy II wojny światowej i spędzają niezapomniane chwile w schronach przeciwlotniczych z tamtego czasu. Dzisiaj, w czasie pokoju ciężko sobie nawet wyobrazić, jak wyglądało życie ludzi, dla których naloty stały się codziennością. Jednak schodząc pod ziemię można poczuć choć trochę panujące tam warunki. Na powierzchni, mijając barwne ulice, sklepy, ludzi jakoś bardziej docenia się to, co mamy dziś. IMG_3073

IMG_3053_cr

IMG_3071

IMG_3068

IMG_3061

IMG_3112

 

 

Całą rodziną ponownie spotykamy się w Muzeum Techniki i Komunikacji. Akurat z okazji Dnia Dziecka trwa tam wielki festyn z mnóstwem atrakcji. Tadzio i Jadzia biorą udział w konkursach, dzięki czemu wygrywają torby pełne nagród (głównie słodkich) i już nic im do szczęścia nie potrzeba. Tym większy kontrast stanowi wystawa w muzeum „70 lat Społem”. Dzisiaj dla dzieci świat PRL-u jest absolutny science fiction. Dziwne to uczucie, gdy nasze młode lata pokazywane są jako ciekawostka w muzeum….

Przede wszystkim jednak oglądamy przeróżne pojazdy- każdy wywołuje mnóstwo wspomnień- Maluchy i Syrenki, którymi niegdyś podróżowaliśmy na wakacje, Ogórek- towarzysz wycieczek klasowych, Nyska najlepsza na łapanie autostopu… Dla naszych pociech to całkowita abstrakcja, za to przy większości eksponatów można po wciśnięciu magicznego guzika posłuchać dźwięku zapuszczanego silnika.

 

 

Skoro było już i teatralnie, i muzealnie, przyszedł czas i na rozrywkę dużo prostszą w odbiorze- park linowy. Ten szczeciński położony jest nad jeziorem Głębokim. Już niedługo rozpocznie się tu sezon letni- kąpielisko i plaża  gotowe, choć wodę wykorzystują na razie tylko amatorzy nart wodnych. W pobliskiej pizzerii zjadamy obiad i ruszamy ku przygodzie. Każdy wybiera jedną z pięciu tras, obsługa pomaga w tym, by wyb??r okazał się na miarę umiejętności. Rzecz w tym, że wysokość jakoś zupełnie inaczej odczuwa się patrząc na przeszkody z poziomu ziemi, a inaczej wchodząc na ich poziom…. poprzestańmy na tym, że koniec końców każdy wyszedł zwycięsko z pojedynku z własnymi lękami i ograniczeniami (głównie jednak natury psychicznej). Różnorodność przeszkód i rosnący poziom trudności tras pozwala na wielokrotne tutaj wizyty.

IMG_3271

IMG_3194

IMG_3299

IMG_3243

IMG_3246

Na razie jednak poprzestajemy na jednej i szukamy miejsca na niebanalną kolację. Przypadkowo zauważamy Fabrykę Lodów- nazwa zachęcająca, ale w rezultacie kuszą nas nie lody, ale koktajle. Jest ich tak duży wybór, że ciężko zdecydować się na cokolwiek. W rezultacie każdy zamawia co innego i butelki krążą wkoło. Każdy smakuje każdego i wybiera najlepszy smak.

IMG_3004

 

Nie możemy zasiedzieć się za bardzo (mimo że lokal otwarty jest do 22ej), bo zamierzamy zakończyć dzień pokazem multimedialnej fontanny. Wcześniej nie znaleźliśmy o niej informacji, ale pani z Cafe Genial poleca i zachęca. Umiejscowiona tuż obok teatru Pleciuga nie jest na pewno tak olśniewająca jak ta w Barcelonie czy we Wrocławiu – za to na pewno bardziej kameralna i urokliwa. Pokaz trwa niecałe pół godziny i stanowi cudne zakończenie naszego dnia w Szczecinie.

IMG_3415

IMG_3420

 

IMG_3404

 

Szczegóły o odwiedzonych miejscach:

Schronisko Młodzieżowe „Cuma”: http://ptsm.home.pl/index.php

Cafe Genial: https://www.facebook.com/pages/Cafe-Genial/

Teatr Pleciuga: http://pleciuga.pl/

Podziemne Trasy Turystyczne: http://www.schron.szczecin.pl/

Muzeum Techniki i Komunikacji: http://muzeumtechniki.eu/

Park Linowy: http://tarzania.pl/

Pyszne koktajle: http://fabrykalodow.com/

Pokaz fontann: http://fontanna-multimedialna.pl/szczecin/

 

nad morzem, Wszystko

Pomorze Zachodnie – nadmorskie miejsca dla rodzin z dziećmi

Lato coś się mocno ociąga z przyjściem, pogoda raczej kwietniowa niż czerwcowa, ale już dawno obiecaliśmy dzieciom super Dzień Dziecka- wyjazd na Pomorze Zachodnie.

Słowo rodziców jest święte, zatem nie bacząc na pogodę wyruszamy na trzydniowy weekend rodzinny.

MIEJSCOWOŚCI NADMORSKIE

Polskie morze to nie Hiszpania (niestety) i z pogodą, nawet w lipcu czy w sierpniu, bywa różnie-niektórzy mają wrażenie, że coraz gorzej 🙂 Od dobrych kilku lat nadmorskie miejscowości letniskowe prześcigają się jednak w pomysłach na to, by nawet podczas mało plażowej pogody było w nich co robić. Dzisiaj, wczasując w jednej miejscowości, można co dzień wybierać się kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów dalej, by wraz z dzieciakami przeżyć przygody. Zdążamy odwiedzić kilka z nich:Park wieloryba

Park Wieloryba w Rewalu– morska kraina podzielona na cztery strefy tematyczne:

* Bałtyk, czyli przede wszystkim ryby, które możemy spotkać w naszym morzu;

* Giganci z oceanów- najbardziej widowiskowa część parku, w której króluje ogromny płetwal błękitny;

* Potwory z głębin- zadziwiające, rozśmieszające lub tez przerażające stwory morskie

* oraz Piraci i papugi- strefa poświęcona korsarzom i wszystkiemu, co się z nimi wiąże.

A cały park można obejrzeć na panoramie tutaj:

PANORAMA PARKU WIELORYBA

Kupujemy bilety i wkraczamy do morskiej krainy. Każde z dzieci natychmiast koncentruje się na czym innym:

Tosia wpada w szał przepisywania wszystkich nazw napotkanych zwierzaków (po którymś z kolei musimy jej brutalnie przerwać, inaczej nie wyjdziemy stąd do wieczora)Park wieloryba

Jadzia z zapałem wczytuje się w ciekawostki wypisane na dużych tablicach (nie napiszę, jakie, aby nie psuć zabawy podczas zwiedzania)Park wieloryba

Tadzio po pobieżnym spojrzeniu na to i owo zanurza się w świat piratów i bardzo stara się nie bać wejść do Groty Złego Pirata (w końcu zagląda, ale dopiero w obstawie obu sióstr i jednego taty- rzeczywiście pirat wychylający się z jękiem z zamkniętej, starej beczki wygląda przerażająco).Park wieloryba

Park wieloryba

Park wieloryba

Park wieloryba

Jeszcze chwilę spędzamy  na placu zabaw,  nie tak długą, jak by można, ale czeka na nas stojąca tuż obok

Bajkowa Chata. Odwiedzamy w niej po kolei Czerwonego Kapturka, Królową Śniegu, Gandalfa, a nawet strasznego Drakulę (oczywiście tylko ci, co nie zamknęli na ten czas oczu) i wiele innych baśniowych i legendarnych postaci. W kolejnych stacjach dorośli wracają myślami do czasów dzieciństwa, dzieci bezbłędnie rozpoznają wszystkie postacie. Pani oprowadzająca dopowiada to i owo, ale dzieci wolą chyba samodzielnie zapoznać się z całą inscenizacją. Na koniec jeszcze wchodzimy do pokoju Amesa- choć dzisiaj nie jest to już wielkie odkrycie, za każdym razem uwielbiamy bawić się złudzeniami optycznymi.Bajkowa Chata

Pomysł wystawy (bo muzeum raczej ciężko byłoby to nazwać) interesujący – choć niewielka, w każdym wieku można znaleźć coś dla siebie. A jeśli mamy dużo czasu, a za oknem akurat pada, można spędzić tu dużo więcej czasu, opowiadając po kolei wszystkie historie… u nas akurat nie pada, dzieci wypadają więc na zewnątrz i każde po kolei żąda stanowczo pozowanego zdjęcia w odpowiednim stroju. Jak to dobrze, czasy aparatów na 36-klatkowe filmy odeszły już w niepamięć… chyba by ich zabrakło.

Bajkowa Chata

 

Bajkowa Chata

Bajkowa Chata

Bajkowa Chata

 

Nadmorski Park Miniatur i Kolejek w Dziwnowie to drugie z miejsc, które na pewno warto odwiedzić z maluchami. Szczególnie tymi całkiem małymi, które z wypiekami na twarzy oglądają kolejne przygody Tomka- sympatycznego pociągu i jego przyjaciół. Ale i nasze pociechy, choć już dawno wyrosły z tej bajki, bawią się znakomicie. Biegają jak szaleni- każde za inną kolejką, badają ich trasy, ścigają się. Park Miniatur

Park Miniatur

Tadzio jest niepocieszony, że nie można samodzielnie przestawiać zwrotnic- musi zadowolić się rola oglądacza, ale już snuje pomysły na swój własny park, który kiedyś otworzy- i na pewno będzie on bardziej interaktywny. Dziewczynki większą uwagę zwracają na stacje kolejowe- od razu układają historie ludzi czekających na peronach na swoją podróż w nieznane. Park Miniatur

Park Miniatur

Park Miniatur

Ale kolejki to tylko połowa parku- równie ważną atrakcją są miniatury wszystkich latarni morskich polskiego wybrzeża. Od jakiegoś czasu chodzi za nami pomysł wielodniowej wyprawy rowerowej śladami latarni, więc z wielkim zainteresowaniem oglądamy repliki wykonane w skali 1:10. Choć mieszkamy nad morzem, do tej pory na żywo udało nam się zobaczyć i zwiedzić tylko kilka z nich. Przy każdej stoi tabliczka z opisem i krótką historią. 

Park Miniatur

Park Miniatur

Park Miniatur

 

Park Miniatur

Prócz latarni czeka na nas również ściana kościoła w Trzęsaczu- którą również warto zobaczyć na własne oczy:

Trzęsacz– nieduża miejscowość znana właściwie tylko z jednej atrakcji- ruin kościoła, stojących na samym brzegu morza. Każdy pewnie uczył się o nim w szkole średniej- warto zobaczyć naprawdę, jak wielka jest siła natury. Kilkanaście lat temu  powstało miejsce, w którym można poznać niezwykłą historię ruin na wystawie w muzeum położonym tuż obok. Podczas wędrówki w czasie zapoznać się z legendą Zielenicy oraz z trwającą wciąż walką człowieka z morskim żywiołem. Tym razem nie mamy czasu na Muzeum, ale w końcu byliśmy w nim całkiem niedawno, więc dzieci muszą przeboleć stratę.

Park Miniatur

Trzęsacz

Muzeum w Trzęaczu

 

Mamy wrażenie, że zwiedzamy te miejsca nieco w telegraficznym skrócie. Pozostawiają niedosyt, bo w każdym można by spędzić pół dnia. Jeśli zdecydujecie się spędzić urlop nad polskim morzem- polecamy na każdą z atrakcji przeznaczyć jeden dzień.

Informacje praktyczne:

Park Wieloryba w Rewalu: www.parkwieloryba.pl

Bilety rodzinne (2+2) oraz zniżka dla posiadaczy karty Funpass, w cenie korzystanie
z placu zabaw oraz dmuchańca

Bajkowa Chata w Rewalu: http://www.bajkowa-chata.pl/

Niestety brakbiletów promocyjnych dla rodzin 😦

Nadmorski Park Miniatur i Kolejek w Dziwnowie: www.park-miniatur.pl

Bilet rodzinny rodzice + ich dzieci (brawo- w końcu ktoś pomyślał, że można mieć więcej niż dwoje, a pensja się od tego nie zwiększa), dodatkowa zniżka dla posiadaczy Karty Dużej Rodziny

Multimedialne Muzeum Trzęsacz: www.muzeumtrzesacz.pl

Bilet rodzinny 2+2 , dzieci do lat czterech gratis

 

rowery, Wszystko

Krutynia i okolice

Po ostatniej próbie kajakowej w Gdańsku jeszcze leczymy obolałe ręce, a tu nadchodzi czas realizacji nagrody za tytuł laureata zeszłorocznej edycji konkursu „Turystyczna Rodzinka”- pobytu w… Krutyni. Tak, tak- w stanicy PTTK nad samiuśkim brzegiem rzeki, znanej każdemu krajoznawcy oczywiście ze spływów kajakowych.

Ale na przekór obiegowym opiniom i utartym schematom postanawiamy się nie dać, nie spoglądać nawet jednym okiem w stronę wioseł i kapoków. Zabieramy za to wszystkie pięć rowerów i ruszamy.rowerami koło Krutyni

Prognozy pogody z dość dużym wyprzedzeniem poinformowały nas, że mamy tylko jeden dzień gwarantowanej pogody- wykorzystujemy zatem sobotę, wyciskając z niej wszystkie soki.

Przedpołudnie to Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. Byliśmy tam sześć lat temu- czyli dla dzieci jakby w ogóle. Tym lepiej- jakaż to miła atrakcja, którą można podziwiać dwukrotnie po raz pierwszy w życiu 🙂sześć lat temu w Kadzidłowie

teraz w Kadzidłowie

Chodzimy więc między wolierami zaglądając do wilków (Tosia: ale te łilki nie są prawdziwe, prawda? Prawda, że nie ma prawdziwych łilków?), łosi, rysi i innych takich. Co niektóre można karmić, co oczywiście czynimy z wielkim zaangażowaniem. Zwierzęta z równie wielkim zaangażowaniem i wcale się nie patyczkując wyciągają z rąk, siatek i plecaków, co tam nęci zapachem i do pyska wpadnie. Ciekawe miejsce, nie zwykłe ZOO, stosujące metodę „Born to be free”, której nazwa wszystko tłumaczy. Aha- wiemy teraz, jaki jest malutki łoś- zdecydowanie za krótki.

Wracamy troszkę naokoło, bo gdzieś przecież trzeba jeszcze na lody wstąpić. Trasy rowerowe przepiękne- można godzinami jeździć, trochę po polach i bezdrożach, większość lasami, ciut po asfalcie, ale z samochodami w szczątkowych ilościach. Po 25 kilometrach wracamy na obiad- w końcu jesteśmy z dziećmi- ale właściwie moglibyśmy jeździć do wieczora.na rowerach

Wyżywienie w stanicy Krutyń to temat na osobny wpis. Zapewniamy jedynie, że i jakość, i ilość idzie ze sobą w parze, wspinając się na wyżyny. Dzieci oczywiście otrzymują osobne dania, bo wiadomo, że żurku nie ruszą, a pomidorówka z makaronem to podstawa. Nawet nie zdążyliśmy o tym napomknąć- to się nazywa rodzinne miejsce 🙂

Po południu dla odmiany mała wycieczka piesza. Na chybił- trafił wybieramy jedną z czterech ścieżek dydaktycznych w najbliższej okolicy. Każda świetnie oznakowana, omapkowana i opisana- bierzemy więc pierwszą lepszą- akurat prowadzi do rezerwatu torfowiskowego Zakręt, może być. Jeziorko dystroficzne- brzmi niezbyt fascynująco, za to dużo lepiej wygląda. Pływające wyspy oczywiście bywają ciekawe, ale łażenie po zwalonych pniach i tak jest najlepszą zabawą. I dobrze- gdzież my w Gdyni takie pnie znajdziemy?Rezerwat Zakręt

Rezerwat Zakręt

Rezerwat Zakręt

Lekko padnięci, mocno zauroczeni, kończymy dzień. Przy wieczornej toalecie odkrywamy, że Tosia ma do kolan absolutnie mokre odnóża- można wycisnąć, jak się uprzeć.

– Nie wpadłaś czasem do rzeki?

-Wpadłam, ale zapomniałam ci powiedzieć- odpowiada lekko nasza najmłodsza i idzie spać.

Faktycznie, kto by wspominał o takich drobnostkach…

Niedzielny poranek zgodnie z  prognozami wita nas deszczem i pyszną jajecznicą. Może i dobrze, że tak leje, bo inaczej byśmy wcale nie wracali?

kajaki, miasta, okolice Trójmiasta, Wszystko

Gdańsk kajakiem

Wiemy, że są rodziny, które każde wakacje spędzają w kajaku. Spotkaliśmy ludzi, którzy wielodniowe spływy z czasów dzieciństwa wspominają z nostalgią i entuzjazmem naraz.

No cóż- próbowaliśmy już kilkakrotnie i wiemy już, że nasze dzieci takich wspomnień mieć nie będą- chyba, że nastoletnich wypraw w gronie przyjaciół, którzy zapewne nie będą ich rodzicami.Gdańsk kajkiem

Tym niemniej nie jest to powód, by każdego roku nie próbować od nowa. Skoro po dwudziestu latach wzajemnej nienawiści można nagle polubić szpinak (aż 2 przypadki w naszym domu!), to może i w którymś tam (kto wie, którym?) roku napadnie nas lub młodsze pokolenie szał kajakowy?

W tym roku próbujemy inaczej- zamiast bezkresnych lasów, ogromnych jezior czy innych urokliwych trzęsawisk wybieramy miasto. Dotychczas często spoglądaliśmy z lądu w stronę Motławy- dziś całkiem odwrotnie- to my odmachiwaliśmy pozdrawiającym nas z brzegu widzom. Co tu dużo mówić- Długie Pobrzeże od strony wody wygląda zupełnie inaczej. Gdańsk kajkiem

Co można robić przez trzy godziny w samym centrum Gdańska na kajaku? Już wiemy:

* uśmiechać się i pękać z dumy słysząc okrzyki: „Patrzcie, jak ta mała wiosłuje! Raaany…!”

* zostawiać mokre ślady rąk na całej długości Sołdka, metr nad lustrem wody

* obserwować z baaardzo bliska rodziny kaczek oraz wysiadującego coś w swym gnieździe łabędzia

* sprawdzać, czy na pewno zmieścimy się pod każdym mostem (tak- na pewno)

* przenosić kajaki przez ulicę Elbląską, wprawiając kierowców w bezkresne zdumienie

* stuknąć każdą z czterech dziewic gdańskich

* zobaczyć z bliska miejsce, gdzie stał niegdyś pierwszy dworzec kolejowy w Gdańsku

*przekonać się, że kajak jednoosobowy jest śmieszniejszy niż dwuTosia w kajaku

Po trzech godzinach wiosłowania zataczamy kółko i pozostałościami fosy obronnej docieramy do punktu wyjścia- czyli Żabiego Kruku. Wówczas dowiadujemy się, jak bardzo może wiać nad wodą. No więc tak bardzo, że pomimo szaleńczego wiosłowania, długo stoimy w miejscu. Wystarczająco długo, aby znowu uznać, że kajaki są dobre- ale na jakąś sympatyczną, niedługą wycieczkę, a nie tygodniowy spływ.

Choć kto wie, co będzie za rok…Gdańsk kajkiem

Aha- dzień w kajaku spędziliśmy dzięki Apetytowi na świat- którego polecamy: http://www.apetytnaswiat.pl

okolice Trójmiasta, Wszystko

Otwarte Sadzenie Lasu

Nadleśnictwo Gdańsk od kilku lat organizuje na wiosnę Otwarte Sadzenie Lasu. Trzy lata temu uczestniczyliśmy w nim po raz pierwszy i teraz co roku szukamy informacji, kiedy i gdzie się spotykamy.

No i jest – tym razem Gołębiewo. Pada przez cały niemal piątek, co nie nastraja optymistycznie. Wieczorem dostajemy SMS od Jadzi nauczyciela ze wskazówkami, jak przygotować się do turnieju piłki nożnej następnego dnia o treści: „Buty i strój na zmianę, zimno, wietrznie, mokro, ślisko”. Wobec tak optymistycznych wieści las i jego sadzenie stają pod znakiem zapytania…

A jednak. Sobotni poranek wita nas ciepłem i słońcem. Z sms-owych zapowiedzi zostaje niewiele. Jadzia idzie kopać piłkę, a reszta rodziny- do lasu.Otwarte Sadzenie Lasu

sadzimy dęby

W tym roku sadzimy dwuletnie dęby.

Zadziwia wszystko: dwuletnie drzewo ma jedynie ze 20 centymetrów, tam, gdzie wycięto 25 dorosłych drzew, dziś zasadzono 1500, a te z kolei będą gotowe do wycinki za jakieś
140 lat… Sadzimy więc z myślą o naszych prawnukach 🙂Otwarte Sadzenie Lasu

Generalnie to super akcja- nie każdy i nie zawsze ma okazję posadzić własne drzewo, a tu może to czynić do woli. W dodatku z fachowym instruktażem. Na dzieci nikt nie krzyczy, że za małe, że przeszkadzają- są tu pełnoprawnymi pracownikami. Być może podczas wędrówek pomyślą, zanim zechcą bezmyślnie połamać jakieś  drzewko?

Na koniec- drożdżówka, woda i ognisko. Wszystko w cenie 🙂Otwarte Sadzenie Lasu

Wracamy zmęczeni, lekko zatruci tlenem i wiosną, która tuż tuż- zaraz zawita i do lasu- i naszych kolejnych drzew.Otwarte Sadzenie Lasu