Czerwiec obfitował przede wszystkim w imprezy urodzinowe (w dużych ilościach) i nie bardzo było jak popodróżować, ale za to teraz rozpoczynamy na całego sezon letni.

Pierwszą wakacyjną wyprawę odbywamy dzięki konkursowi PTTK „Turystyczna Rodzinka”. Jako laureaci zeszłorocznej edycji otrzymaliśmy voucher na trzydniowy wypoczynek w Hotelu Victoria w Szczecinie.
Zanim jednak docieramy do Szczecina, zaglądamy do Niechorza i tamtejszej latarni morskiej oraz do Trzęsacza. 
Od ostatniego pobytu sporo się tam zmieniło- ściana kościółka zabezpieczona ze wszech stron nie wygląda już dziko i naturalnie, ale za to postoi pewnie dłużej niż reszta budowli. Odwiedzamy też nowość dla nas- Multimedialne Muzeum na 15 południku. W ciekawy sposób pokazana historia tego miejsca- w ciemnym pomieszczeniu poznajemy najpierw dzieje kościoła, a potem legendę o Zielenicy (tzn poznają ją ci, którzy nie boją się ciemności i donośnego głosu znikąd i nie pozostają wtuleni w tatę ). 

Wieczorem meldujemy się w hotelu, gdzie zostajemy mile powitani. Miejsce eleganckie, ale zarazem nikt nawet nie spojrzał krzywo na dzieci, które wiadomo- ciche nie są, a stół po ich posiłku nadaje się do renowacji. Witani osobiście przez panię kierownik, ze specjalnym menu dla dzieci czujemy się jak honorowi goście.
Drugi dzień wycieczki spędzamy na wyspie Wolin. Idziemy w odwiedziny do żubrów w ich pokazowej zagrodzie, dopasowujemy swoje dłonie do śladów aktorów w alei gwiazd w Międzyzdrojach, poznajemy historię wyrzutni V-3, a na koniec- zwiedzamy Centrum Słowian i Wikingów w Wolinie. Dzieci po obejrzeniu w Internecie filmu o tym miejscu bardzo biorą sobie do serca stwierdzenie „u nas wszystkiego można dotykać”. A do dotykania jest sporo- w porównaniu z niemal pustymi chatami w Biskupinie tutaj wszystko wygląda tak, jakby mieszkańcy wyszli tylko na chwilkę. Na koniec robimy sobie mały rejs łodzią wikingów i… już jest wieczór.

Wieczory w Szczecinie najlepiej spędza się przy podświetlanych fontannach. Najlepszą zabawą jest przebieganie między słupami wody- niestety, nie zawsze udaje się wycelować 🙂
Na koniec robimy jeszcze małą wycieczkę szlakiem turystycznym. Z mapką w ręku udajemy się (dosłownie) szlakiem- czerwone linie narysowane na chodnikach wiodą nas od zabytku do zabytku. Świetne rozwiązanie dla turystów- bez możliwości zgubienia drogi.
Trzeciego dnia, w drodze powrotnej zahaczamy o plażę, miejsce, jak wiadomo, wybitnie atrakcyjne dla mieszkańców Gdyni. Jakoś tak wychodzi, że częściej jesteśmy w górach niż na plaży 🙂 Tadzio, ratując zamek przed działaniem fal krzyczy z przejęciem: uwaga! Abrazja! – tym samym spinając klamrą naszą wycieczkę na Wybrzeże Zachodnie.


















Nieoczekiwanie te proste na pozór zadania okazują się dla nich nie lada wyzwaniem. Cóż, obsługa komputera przychodzi im dużo łatwiej niż wyrzeźbienie dłutem jednej literki … 
































